wtorek, 8 maja 2018

Od Cobey Cd. Raven-> Iris

Ciemność. Strach. Wbiłam kopyta w ziemię ciężko oddychając wystraszona całą sytuacją. W mroku mogłam ujrzeć jedynie małe ogniste płomyki, były to łzy Iris, które skapywały na ziemię. Nastawiłam uszu. Słyszałam cichy płacz klaczy, oraz ciężki oddech ogiera.
- Iris? - usłyszałam niedaleko. 
Raven w ciemności starał się podejść do ukochanej. Nikt mu jednak nie odpowiedział, lecz chwilę później usłyszałam ponownie niski głos ogiera.
- Ach, tu jesteś. Prze... - dźwięk urwał się, a bardziej rozpłyną jak we mgle. 
Zrobiłam krok w tył oddalając się od Ravena i Iris. W końcu obróciłam się szybko i pognałam przed siebie. Czułam, że popełniałam błąd, lecz nie wiedziałam jak zareagować i jak zwykły tchórz uniknęłam rozmowy. Wiedziałam, że kiedyś ona nadejdzie, ale nie dziś. Nie teraz. Czułam się jak dziecko we mgle. Nic nie rozumiałam. Iris tak po prostu wybuchła. Raven podobno wiedział o wszystkim, lecz nic mi nie powiedział. Naraził mnie na śmierć, a bardziej naraził Iris na wieczne wyrzuty sumienia. 
- Wszystko już dobrze Iris. Wróćmy do domu. Proszę, wstań - głos Ravena znów dotarł do mych uszu, obejrzałam się za siebie. 
Ciemność powoli zamieiała się w gęstą mgłę. Ujrzałam tam blade światło, które odsłoniło sylwetki dwóch koni. Jeden oparł się o drugiego wtulając się w jego grzywę . Prawdopodobnie była to Iris. Koniem o którego się opierała był Raven. Widziałam jak ruszyli przed siebie, pewnie w kierunku pałacu. Wzruszyłam "ramionami" i stępem zmierzyłam w odwrotnym kierunku. 
- Jasne. Idźcie se. Nie potrzebuję was. Nie chce być akurat tą osobą, która przez cały czas była tą...inną. Tą... co przez cały czas o niczym nie wiedziała. Zaufałam. Ale już wiem, że był to błąd - szepnęłam. 
Obejrzałam się za siebie. Moi "przyjaciele" zniknęli mi z pola widzenia.
- A więc tak przez cały czas o mnie myślałaś - odskoczyłan słysząc tajemniczy głos tuż za mną. 
- R-Raven?! 
- Oto jestem - odchrząknął.
- Wracaj do swojej królowej - warknęłam. 
Przyjrzałam mu się bliżej. W pysku trzymał lampę, swoimi pełnymi rozczarowania oczami mierzył mnie od góry do dołu.
- Jesteś... zazdroosnaa.. .- rzekł bez wyrazu.
- Nie będziesz mnie oceniał - parsknęłam mimo, iż wiedziałam że może rzeczywiście byłam.
- Kurde znalazł się Pan idealny - dodałam z grymasem.
- Może... - jego spokojny ton zaczął wyprowadzać mnie z równowagi. 
Zmarszczyłam brwi.
- Nie ma na świecie ideału, a gdyby rzeczywiście istniał, ty byś nim nie był - wycedziłam przez zęby.
- Cobea, słuchaj...
- NIE! To chociaż raz, ty wysłuchaj mnie! Nie wiem co łączy ciebie z Iris Jestecie jedną wielką zagadką! Ja nic nie rozumiem! Dlaczego? Przecież wiesz, że nigdy bym nie wygadała żadnej twojej tajemnicy, lecz ty tylko milczysz! Myślisz że jak zaśpiewasz jakąś marną pioseneczkę, to wszystko załatwi?! Lalalala tralalala! Powiedz mi to w twarz! Czy to takie trude powiedzieć " kobieto odczep się, zostaw mnie w spokoju, kocham inną!" No dalej! Powiedz to!
- Cobea! Przestań! To nie jest taki proste! - odpowiedział. 
Nie wytrzymałam. Podeszłam do ogiera i robiąc zamach przednim kopytem uderzyłam w lampę. Spadła na ziemię roztrzaskując się na kawałki. Ogieniem zajęła się sucha trawa. Płomienie bardzo szybko zajęły różnie rośliny. Ogień był praktycznie wszędzie. Okrążył mnie i Ravena. Ogier szybko przeskoczył nad nad ognistymi językami i znalazł się w bezpiecznej odległości od pożaru. Wszystko działo się w lesie, więc gdy tylko z niego wybiegł był bezpieczny. Ja jednak panicznie bałam się ognia. Stałam nieruchomo w środku płonącego boru. 
- Cobea! - Raven wydarł się z daleka. 
- Tu jestem! - krzyknęłam pełna strachu. 
- Na co jeszcze czekasz? Rusz się! - warknął. - No dalej! - dodał.
- Nie mogę! Boję się ognia! 
- Co proszę? O matulu... jeszcze czego - warknął pod nosem.
- Czekaj! Już idę!
- Nie wierzysz we mnie? Myślisz że jestem słaba?! - rzuciłam tupiąc nogą.
- Nic takiego nie powiedziałem! - krzyknął poddenerwowany. 
Nie czekałam dłużej. Wzięłam rozbieg i skoczyłam. Przy wybiciu poczułam ból. Kończyna omsknęła mi się i podczas skoku niefortunnie wylądowałam skręcając nogę. Poczułam nieprzyjemne ukłucie. Na dodatek na mojej skórze zaczęły pojawiać się liczne poparzenia. Leżałam nieruchomo. Nie czekałam na pomoc. Zamknęłam oczy. Byłam jednak jeszcze przytomna. Mogłam zawołać o pomoc, ale nie chciałam by fałszywy przyjaciel chociaż mnie tknął.
~~~~~~~~~~~~

- Cobea! - usłyszałam znów głos Ravena.
- Odczep się! Sama sobie poradzę! - parsknęłam i spróbowałam się podnieść. 
Udało mi się za trzecim razem. Drżąc zrobiłam na przód parę kroków. Nagle zauważyłam, że stało się chłodniej. Płomienie nagle zniknęły. Pewnie ktoś musiał je ugasić. Po dość długich przemyśleniach złość zaczęła mijać i w sumie stało mi się obojętne, kim ogier o kruczej sierści dla mnie był.
~~~~~~~~~~~~~~~

Szłam spokojnie, z opuszczonym łbem, tak było mi łatwiej złapać równowagę. 
- Cobea! - nagle usłyszałam wysoki głos. 
Zatrzymałam się i zadarłam głowę.
- Iris? Och, wybacz, ja nie chciałam...
- A więc jednak - wtrącił się ciemny i odrażający głos. 
Był to oczywiście Raven.
- Tak udało się - odpowiedziałam bez entuzjazmu, zapominając o zwichniętej kostce.
Nastała cisza. Nagle znów ciemność zawitała. Zapadła tak szybko, jak poprzez zniszczenie żarówki. 
- Iris... - Raven zbliżył się do klaczy. 
Poczułam się nieswojo. Najwidoczniej ogier zapomniał, że tu jestem, więc kontynuował:
- Nawet nie wiesz, jak wiele dla mnie znaczysz, nawet nie wiesz, jak bardzo mi zależy. Mimo sprzeczek, kłótni i krwi wylanej, ja wciąż czuję. Czuję, że to wszystko było jednym wielkim snem, czuję, że zaraz się skończy. Nie chcę tego. Wszystkie chwile, które razem przeżyliśmy, te dobre i złe. Z każdą z chwil, czuję, że z każdą z nich zbliżam się do Ciebie - zrobił krok w przód. - Iris... ja Cię kocham... Ma miłość jest bez końca, niczym wzburzone fale, na środku oceanu. Moje serce, bije dla Ciebie. Dla Ciebie. Nie potrafię ująć w słowa, jak wiele do Ciebie czuję...
Po tych słowach Raven zbliżył wargi do ust Iris, zlewając je w pocałunek. Klacz była początkowo przerażona, lecz póżniej, zamknęła oczy i dalęj trzymała się w pocałunku... 
< Raven? Iris? Wróciłam po baaardzo długiej przerwie. Och, i ten kwas na końcu <3 >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.