sobota, 17 marca 2018

Od Blackey cd. Angel of Darkness

Przed mymi ślepcami stała istota spowita z płomieni piekelnych. Jakżem żyła, przenigdym nie doglądała ów dziwacznie osmolonych skrzydeł, albowiem, wszelakie demoniska, jakie dane było mi ujrzeć, były niechwytliwe, zesnute z czarnej brei tudzież dymu, by hulały po świecie, niosąc chaos. 
Mą duszę wpierw przeszył strach, bowiem... Potworzysko łypało na mnie wygłodniałym wzrokiem, jakobym była ledwiem kawałkiem mięsa! Niczym przekąska pomiędzy ucztą. Wtem, wezbrała w mej kniei duszy złość tak ogromna, iż nie sposób było mi ją kiedykolwiek tom powiedzieć.
- Nie tylko ty, demjin, jesteś tutaj potworem - me lico wykrzywił nieodgadniony wyraz.
Na chwilęż, może i dwie, demon stał i wgapiał się we mnie pustymi jak głębia najgłębszych mórz ślepiami. A później... Odsłonił swe zębiska lśniące w refleksach wschodzącego księżyca w obrzydliwym uśmiechem. Zapewne, normalne konisko by poczęło uciekać, bądź tworzyć barierę, a istotka z sentymentem do dramatyzmu, starałabyszli się przemawiać do postaci, by nijako przywołać w niej moralne rozumowanie. Ma babka powiadała mi, gdym jeszczeż źrebiem byłam, iż jeśli chce się wygrać walkę, należy atakować, a nie się bronić. Babka była mądra. I babce zawszem pozostawałam wierna, pókim nie uciekłam.
- A idźżeszli skądli przybyłeś - syknęłam.
Terazli nie czułam już żadnych sentymentów w mej duszy. Bowiem... Była tylko wściekłość. Poczułam, jak to me lico się wydłuża, jak obrzydliwe, czarne niczym najokropniejsza noc łuski wbijają mi się w skórę, powodując ból także ogromnyż, iż ledwiem trzymałam się na łapskach. Poczułam, jak tom zębiska końskie mi wypadają z cichym tapnięciem na trawę, powodując niemalże wylew krwi z mego pyska, a na ich miejsce wbijają się koszmarne brzytwy o zardzewiałej barwie, jak tom wbijają się w jęzor! Me skrzydliska zatrzeszczały niespokojnie i pokryły się błoną, wyrywając pierze, po pierzu. Gałęzie w pobliżu szarpały ów błonę, rozrywając ją boleśnie. Naglem, stwierdziłam, iż i ma sylwetka się powiększa, a zamiast kopyt wyrastają mię łapska, a na ich końcach pazurzyska. Wiedziałam, iż to właśnie moment, w którymż to nie winno się mię dręczyć. Me ślepia zasnuła mgła, zrobiły się puste, jakby rodem z Tartaru. Ból. Czułamli taki ból, iż mój mózg otępiał. Rozdziawiłam paszczę najszerzej jaktom umiałam, odchylając łeb do tyłu, po czym powietrze rozdarł najgłośniejszy ryk, jakimż to potrafiłam. Język wystrzelił do góry, plując śliną. Po chwili runęłam na łapy, kończąc wrzask tak okropny, iż gorejący w uszach.
- Powiem ci coś, demjin - nie czułam litości. 
Wiedziałam, iż to nie wina ów Angela, ale mą duszą miotała wściekłość, a me gardziele wydobywało straszliwy głos - nigdym, ale to nigdym, nie śmiej się w oczy smoka.
< Angel? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.