wtorek, 19 września 2017

Od Milki Cd. Breeze Fire ''Wyprawa''

- Co? Chcesz mi powiedzieć, że to co zapewne wymyśliłaś na poczekaniu jest prawdą i że jesteś  zaginioną księżniczką Senopii?
- Wolę określenie następczyni tronu lub jak to wymyślili mieszkańcy - nadzieja Senopii. Co do Twojego pytania to tak. Jestem tą księżniczką jak to nazwałaś - odparłam bez wahania.
Oczy Melissy zrobiły się nagle wielkie ze zdziwienia. Najwyraźniej trudno było jej w to uwierzyć, lecz jakaś cząstka jej mówiła, że to prawda.
- Jak niby mam ci uwierzyć? - zapytała, gdy otrząsnęła się już z szoku.
- A jak ja niby mam ci udowodnić? - spytałam.
- No nie wiem..... Nie za wiele wiem o tej księżniczce.
- Następczyni tronu - poprawiłam ją. - Po za tym to, czy mi uwierzysz to już Twój wybór. Uszanuję oba.
- Nie wierzę w to co powiem, ale wierzę ci. Wierzę w to, że jesteś ksi... następczynią tronu. Sama nie wiem czemu. Chyba strasznie przekonująco to powiedziałam. To zabrzmiało tak szczerze. Po za tym umiałaś to powiedzieć patrząc mi w oczy....
- Cóż, cieszę się - odpowiedziałam uśmiechając się do niej przyjaźnie.
- Ale jeśli okaże się, że kłamałaś to pożałujesz tego - oznajmiła starając się grzmieć groźnie. - Na pojedynku w Lesie Wygnańców - dodała.
- Co prawda cię nie okłamuję, lecz mimo to nie chciałabym z Tobą walczyć. Na pewno nie w tym miejscu.
Zastanawiałam się, czy dziewczyna faktycznie miałaby odwagę walczyć w tym miejscu. Miejscu, które było uważane za najstraszniejsze na całej wyspie. Po za tym samo przebywanie tam było ryzykowne i niebezpieczne, a co dopiero pojedynek tam.
- Boisz się? - zapytała ze złośliwym uśmiechem.
- Prawdziwy wojownik mimo swej odwagi powinien kierować się też rozumem. Czyż nie uważasz, że walka w takim miejscu jak Las Wygnańców może się źle skończyć....
- ... dla jednej z nas.
- Nie. Dla nas obu - poprawiłam ją z poważną miną. - Jeśli faktycznie zależy ci na pojedynku to czyż nie lepiej wybrać inne miejsce? - zapytałam.
Ta przez dłuższą chwilę mierzyła mnie podejrzliwie wzrokiem zupełnie jakby oceniała moje możliwości względem swoich i już planowała ten pojedynek. Zastanawiałam się, czy faktycznie jest na tyle odważna by na ten zaproponowany pojedynek faktycznie się pojawić. Mogła to mówić to tylko po to by sprawiać wrażenie groźnej i odważnej. Niestety nie znałam jej na tyle dobrze by wiedzieć jak faktycznie jest.
- Zgoda - odezwała się w końcu.
Nagle niebo przysłoniły szare chmury. Domyślałam się, że lada moment zacznie padać. Melissa wycofała się i oparła o pień drzewa. Teraz sprawiała wrażenie zmęczonej i zaspanej. Poprawiła kosmyki, które wypadły jej z warkocza i z ciężkim westchnięciem usiadła. W głowie zapaliła mi się ostrzegawcza lampka. Zrobiłam trzy kroki do przodu.
- Wszystko w porządku Melisso? - zapytałam ją.
- Ta... Tak - odpowiedziała zupełnie jakby ziewała.
- Jesteś pewna?
- Tak - odpowiedziała pewniej, lecz głos jej drżał.
- Nie wydaje mi się - powiedziałam i ruszyłam w kierunku dziewczyny.
Z bliska wyglądała jeszcze marniej. Ukucnęłam obok niej i położyłam jej rękę na czole. Mimo bladej cery jaką miała dziewczyna, czoło miała gorące. Wydawało mi się nawet, że ciepło to raz się zmniejsza, a raz zwiększa. Nie podobało mi się to. W ten na czoło dziewczyny wstąpiły krople potu. Odchyliła lekko głowę i oparła o pień. Zamknęła na chwilę oczy.
- Nie - szepnęła. - Nie teraz....
Z dziewczyną wyraźnie coś się działo. Nie wiedziałam co, lecz wątpiłam by ta mi powiedziała. Nie wiem, czy ta wiedziała jak sobie tym szkodzi. Żałowałam, że pilniej nie uważałam na lekcjach zielarskich u Selen. Ta wiedza na pewno by się teraz przydała.
- Melisso! Co się z Tobą dzieje? - zapytałam obawiając się o dziewczynę.
Mimo iż w tej części krainy niebezpieczeństwo płynące z przeszłości nam nie groziły to jednak wciąż pozostały wilki. W ten dziewczyna przekręciła głowę tak by móc spojrzeć mi w oczy.
- Sprowadź Selen...
- Nie mogę cię zostawić. Wilki....
- Już niedługo nie będą mi zagrażać - uśmiechnęła się lekko.
- O czym ty mówisz? - zapytałam zdziwiona.
- Nie znamy się za dobrze i wiem, że to dziwne, ale czuję się jakbym znała cię od lat...
- Też to czuję. Masz rację, to dziwne....
- Jestem soleil de fée. Selen.... Tylko ona będzie mogła mi pomóc.... - powiedziała jakby z trudem.
Soleil de fée.... To uderzyło we mnie mocno. Nie... Ona nie mogła być tym. Gwałtownie wstałam i mimo nagłego bólu cofnęłam się nieco. Selen.... Tylko ona mogła znać prawdę. Ruszyłam biegiem w stronę domku Selen, który na szczęście nie znajdował się niedaleko.
< Breeze Fire? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.