czwartek, 31 sierpnia 2017

Od Blackey cd. Dapagos

Zacisnęłam swe ślepca powiekami, które ociekały łzami. Łzami przegranego. Z ogromną złością tudzież zawiścią, spojrzałam prosto w lico Pani Snów. Me wargi wykrzywiły się w grymasie, który jeszcze nie dostał zaszczytu zagoszczenia… Grymas chęci walki. Myślałam, iż dusza tak zwiędła, jak moja, nie będzie chciała walczyć. Nigdy, tudzież dla nikogo. Lecz teraz się to zmieniło. 
- Zabiję cię - warknęłam do świetlistej klaczy.
Poczułam, jak mą głowę obrastają łuski, jak pysk zaczął się zwężać, a zębiska rosły, po czym wbijały się z bólem w mój jęzor. Smok nie dawał mi spokoju, a ma dusza pałała chęcią walki. Me ślepca, teraz jeszcze bardziej puste, niż mogłam się takowoż spodziewać, z szklaną od mych słonych łez świdrowały Panią Snów. 
- Po co żeś przylazła! - ryknęłam.
Z ogromną agresją wystrzeliłam w kierunku okiennicy, rozpościerając swe jeszcze pierzaste skrzydła, lecz dobrze wiedziałam, iż niedługo pokryje je skórzana powłoka, a wiatr przetnie je, pozostawiając po sobie smugi bólu… 
- Wygrać albo przegrać, Blackey! - szepczę do siebie.
Koniuszki mych skrzydeł otarły się o gzyms, dzielący pokój mej przyjaciółki od części z szklanymi powłokami, zwanymi oknami. Poczułam, jak me kopyta z impetem wybijają się od posadzki z donośnym zgrzytem, po czym podwijam je z zgrabnością konia skokowego. Pióra otulały mnie, niczym wicher, a ja trwałam w tych sekundach nad ziemią, czekając, aż mój łeb, teraz okryty skórą zetknie się z szybą.
TRZASK!
Zamknęłam swe blade ślepca, otrząsając się z odłamków przeźroczystego szkła. Me kopyta poczęły przemieniać się w ogromne łapska, a ogon począł się formować w jedną linię. Szyja paliła mnie żywym ogniem, a ślepa złość targała mą duszą.
- Azali... Wolę wygrać! Chcę wygrać! - ryknęłam.
Nocne powietrze przecina mój ryk. Ryk bólu, który jest zwiastowany mym cierpieniem przemiany. Strużka mej własnej krwi poleciała po wardze, a jej ciepło poruszyło me zmysły. Przemiana się dokonała. Rozpostarłam swe ogromne, smocze skrzydła, teraz uniesione, jak kurtyny, a me łapsa zakończone pazurami cięły powietrze.
- Wygramy, Dapagos! Wygramy, moja słodka Dapagos! Chcesz spokoju? To go dostaniesz! - darłam się, niczym opętana, budząc obywateli zamku. - Tylko przemyśl to, moja droga - szepnęłam.
Cała ma złość nagle wyparowała i łypnęłam ślepcem w jedno okno prowadzące na korytarz, gdzie dojrzałam sylwetkę łaciatej klaczy.
- Moja… droga - łza zmieszała się z mą krwią, po czym spłynęły razem.
< Dapagos? Sorry, że takie… Chyba sama wiesz jakie, ale jakoś taka wena mnie dopadła. Taka dramatyczna >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.