niedziela, 2 lipca 2017

Od Milki Cd. Breeze Fire

Po skończonej robocie kucharz w końcu pozwolił nam odpocząć i się najeść. Zrobił to z niechęcią dodając przy tym jakieś francuskie zdanie, którego akurat nie zrozumiałam. Obie z Breeze usiadłyśmy do stołu zajmując miejsca naprzeciwko siebie. Na stole znajdowało się bardzo dużo rozmaitych potraw aż nie było wiadomo od czego zacząć. Spojrzałam zatem na Breeze, która już najwyraźniej zdążyła się zdecydować. Na jej talerzu leżało jajko sadzone. Mimo tego nie zabrała się do jedzenia.
- ,, Coś nie tak? '' - zapytałam ją telepatycznie.
Odpowiedzi nie otrzymałam. W przypadku Breeze (którą zdążyłam już poznać) wiedziałam, że muszę nieco poczekać. Wszystko było jak na razie w porządku nie licząc kucharza. Co prawda nie widziałam go, ale czułam na sobie jego wzrok. Najwyraźniej coś nie pasowało w nas, no ale jak na razie zachowywał się w stosunku do nas dobrze. Być może nie chciał stracić pomocy. Nie wyglądał na pracowitego. Jak na razie los nie rzucał nam pod nogi za wielu przeszkód. Gdyby to spotkanie z Sorayają nie miało miejsca - zapewne zaczęłabym podejrzewać, że coś się szykuje, że to taka cisza przed burzą. Rozmyślenia przerwało mi burczenie. Mój żołądek wyraźnie domagał się jedzenia. Nałożyłam sobie na talerz parę naleśników z sosem czekoladowym, bitą śmietaną i owocami. Mój żołądek był głodny i jego burczenie stawało się coraz bardziej nie do zniesienia, lecz widok Breeze nie dawał mi spokoju.
- Breeze? Wszystko w porządku? - zapytałam już normalnie.
< Breeze Fire? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.