niedziela, 2 lipca 2017

Od Dapagos Cd. Blackey

Chwilę potem usłyszałam stukot kopyt. Ktoś się zbliżał. Zamarłam i zamknęłam oczy. Nic innego w obecnej chwili nie przyszło mi do głowy niż udawanie martwej. Stukot kopyt zbliżał się coraz szybciej. Owym przybyszem zapewne był koń. Usłyszałam gniewne syknięcie Czerliki. Zazwyczaj nie reagowała tak na inne konie. Lubiła, gdy zwracano na nią uwagę. Nie podobało mi się jej zachowanie. Nie wiedziałam co w tym stanie kotka jest w stanie zrobić przybyszowi, czy też przybyszce. Poczekałam na jej/jego głos. Na pewno coś będzie musiał powiedzieć ten koń. Trudno zignorować takie zwierzątko. W końcu doczekałam się:
- Och, ma zacna Dapagos, nic ci nie jest? - usłyszałam.
Głos ten poznałam. Otworzyłam oczy i uniosłam głowę. Mym oczom ukazała się Blackey. Co ona tu robiła i skąd się wzięła oraz skąd wiedziała, w której komnacie mieszkam - nie wiedziałam. Miałam do niej wiele pytań, lecz ta patrzyła się na mnie z troską. To chyba raczej nie był na czas na moje pytania.
- Gdzie cię boli, ma droga? - zapytała.
Próbowałam wstać, lecz coś mnie zabolało. Mimo wolnie syknęłam z bólu i pozostałam w pozycji wcześniejszej.
- Nie ruszaj się, ma droga. Oj, pa cóż cię w tom pakowałam? Dapagos, któż ci to zrobił?!
- Nie wiem. Nikogo tu nie było - odpowiedziałam. - Na pewno nie ona - dodałam widząc jak Blackey spojrzała się na Czerlikę. - Spokojnie kiciu, to znajoma - powiedziałam do Czerliki.
Ta oddaliła się. Nie syczała już, lecz jej futerko wciąż pozostało nastroszone.
< Blackey? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.