czwartek, 27 lipca 2017

Od Breezy Fire cd. Verona

Całe to zajście z demonem było... dziwne. Wiele o nich słyszałam, a szczególnie o tych, które są zrodzone z ognia. Wszystko dzięki Regowi. Postanowiłam odprowadzić Veronę do jej komnaty, aby sobie wszystko poukładała. Poinformowałam ją, że wybieram się do Milki, a gdy będzie gotowa, niech przyjdzie do mojego lokum. Droga do Milki mi się okropnie ciągnęła, w dodatku ze zdenerwowania moje kopyta jeszcze bardziej się żarzyły. Demonica zwyczajnie się poddała, jakby... sama nie wiem. Używając tego zaklęcia powodowałam tylko i wyłącznie ewidentne oziębienie oraz osłabienie wroga... Lecz? Postanowiłam odpędzić te myśli. Biedna Verona. Że też trafiło jej się na mnie. I na tą, jak jej tam? Nasari. Pokłócić się o ogiera, a potem walczyć na śmierć i życie? Parsknęłam. Ciekawa byłam, czy znajdzie się taki koń, który wytrzyma ze mną. Niekoniecznie nawet pod względem psychicznym, ale mój żywioł dawał się we znaki na zewnątrz. Zastanawiałam się również, co powiem Milce. W końcu jednak przyszło mi się zebrać na odwagę i stanęłam pod komnatą przywódczyni. Zapukałam, wydobywając iskry z kopyt. Śnieżnobiała klacz o lawendowej grzywie otworzyła mi niemal od razu.
- Breezy! - ścisnęła mnie na powitanie, lecz po chwili puściła, czując jak jej nieskazitelna sierść lekko się osmoliła.
Przeprosiłam i pomogłam jej pozbyć się czarnej mazi. Nawet już się nie wzdrygnęłam na dźwięk zdrobnienia swego imienia.
- Milko? Czy na ziemi stada mogą znaleźć się demony? 
- Demony? Szczerze mówiąc, Breezy, nie wiem. Na razie żadnego nie spotkałam, chyba że liczyć nimfy oraz kappy. A co?
- Nic, nic - pokręciłam łbem. - A... jakie są sposoby na pokonanie demona?
- Z tego co wiadomo, a niewiele, ludzie o wierze chrześcijańskiej, wierze, która utrwala istnienie jednego Boga, sposobem jest polanie demona wodą swięconą, ale szamani powinni znać prawdziwe sposoby - uśmiecha się i ścina mnie wzrokiem. - Napewno nic ci nie jest? Płoniesz bardziej niż zwykle...
- Nie, wszystko w porządku. Dzięki, Milko! - i wyszłam.
Klacz zamknęła drzwi, a ja uspokoiłam oddech. Ruszyłam z kopyta do swojej komnaty. Biegłam, w czym byłam dobra, dość szybko, na ile mi pozwalały zakręty i inne konie. Obejrzałam się za siebie. Ogień chłonął posadzkę. Ugasiłem go swoją magią. Dotarłam do swojej komnaty. Stała pod nią Verona. 
- I jak? - zapytałam.
< Verona? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.