sobota, 1 lipca 2017

Od Breezy Fire cd. Mornin

Poczułam, jak robi mi się okropnie wstyd, patrząc na zdziwionych i zbulwersowanych członków Rady. Żywy ogień zapłonął we mnie mocniej, dając o sobie znak w postaci głośnego skwierczenia oraz lizania podłogi. Niesforne płomyki owinęły się wokół mych kopyt, a ja spuściłam łeb.
- Przepraszam za moje karalne zachowanie - postanowiłam się jakoś zmobilizować do wypowiedzi. - Dowiedziałam się, że podobno członkowie Rady dostawali listy, ale ja go nie otrzymałam…
Kątem oka ujrzałam Spartana, który mimo naszej znajomości zmroził mnie wzrokiem. Ogarnął mnie jeszcze większy wstyd. Ogier starał się wyglądać na spokojnego, lecz jakoś chyba nie wyszło.
- Jak to "nie otrzymałaś" listu, Breezy? - wzdrygnęłam się, kiedy wypowiedział moje imię.
- Nie wiem - odpowiedziałam. - Myślę, że bardziej odpowiadałoby mi, jakbyś mówił do mnie Breezy Fire albo Fire… - bąknęłam ostatnie zdanie.
- Zajmij, proszę, swoje miejsce - powiedział. - Jak ktoś z Rady będzie tak życzliwy, to ci powie o naszych poczynaniach.
Kiwnęłam głową. Wzrokiem poszukałam swojego miejsca, które miało sposobność znajdować się obok kremowego ogiera. Z plakietki wyczytałam, że nazywał się Mornin. Posłałam mu dyskretnie spojrzenie. Najchętniej zatopiłabym się ze wstydu… Renia nic nie mówiła o tym, że Rada się już rozpoczęła. Lepiej dla niej, żeby była w pobliżu Milki… Rzuciłam ostatnie, smutne przepraszam i wsłuchałam się w głos przewodniczącego.
< Mornin? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.