sobota, 29 lipca 2017

Od Blackey cd. Iris

- Jam? Znienawidzić cię, moja droga? Za to, iż wbrew twej woli gościsz w swym łonie źrebię? - pokręciłam swym majestatycznym łbem. - Nie, nie, mości pani - błysnęły białka moich ślepców. - Iris, moja śliczna, mogę mieć... lęki? Ależ to nie znaczy, iż będę żywić odrazę. Zapewne, będzie to trudne, lecz zrobię wszystko.
Zaiste, wiele mnie kosztowało te pocieszenie, lecz na twarz Iris wpłynęła niemrawo ulga, która przyniosła mi lekkie szczęście tudzież szczęśliwość, iż mogę jej jakoś pomóc. Imałam się wszelakiego rozwiązania, aż w końcu rzuciłam jej niepewne spojrzenie. Jej karmelowe oczy wprawiały w jeszcze większy trans, niż me iluzje. Czaiło się w nich tyle emocji, strachu, smutku, szczęścia, żalu... Me serce ścisnęła się z podobnych uczuć. Ma smocza część zaryczała bezsilnie. Rzekłam:
- Azali? Zgadzasz się do niego udać?
< Iris? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.