środa, 26 lipca 2017

Od Blackey cd. Iris

Łypnęłam ślepcami na Iris. W mej łepetynie pojawił się pewien pomysł, a jako że byłam piekielnie cwaną bestią oraz pod kilkoma względami obwiesiem, moja idea była niemalże niemożliwa. Przycisnąwszy skrzydła wzdłuż swej postury, rozdęłam chrapy i rzekłam:
- Mogę to załatwić - obnażyła swe zębiska. - Lecz, nie używam znieczulenia - przejechałam rozwidlonym, smoczym jęzorem po kłach.
Klaczka rzuciła mi pełne trwogi spojrzenie.
- Och, moja droga Iris, oczywiście, iż stroję sobie żarty - rozłożyłam swe piękne skrzydła w geście wzruszenia. - Zawsze je sobie stroję, gdy nerwy mnie pożerają... Och, doradziłabym ci coś, moja śliczna - me ślepca łagodnieją.
Spojrzałam życzliwie na nią... Przyjaciółkę? Do głębi była to dla mnie ogromna nowość. Miałam ochotę ją w jakiż to sposób pocieszyć, lecz na mój język nic się nie narzucało. Rzeczę sobie, iż pora podzielić się z nią mym pomysłem:
- Iris, jest jednakowoż jedna możliwość... Znam centaura, który para się czarną magią i mógłby ci nadejść z odsieczą, moja droga. A gdy nie będzie chciał ci pomóc - zacisnęłam szczękę - zarżnę go jak najboleśniej, a serce sobie zostawię na pamiątkę, po czym będę je ściskać i miąć, kiedy najdzie mnie ochota - czerpię z tego satysfakcję ogromną - a... gdyż... urodzisz... Źrebak będzie pod mą żelazną pieczą, aby niczego nie nabroił. O ile się zgodzisz, moja droga... p-p...przyjaciółko.
< Iris? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.