czwartek, 29 czerwca 2017

Od Sognare cd Blackey

— Być może się z tobą zgodzę — powiedziałam, kierując spojrzenie w górę — Jednak gwiazdy nie są w stanie dotrzymać nam towarzystwa zawsze. Bo niby są w dzień, a jednak ich nie widzimy. To bywa zgubne. Choć bywa, iż zwyczajna przyjaźń kończy się szybciej, niż można by pomyśleć i jedyne co daje, to pustkę czy tęsknotę. Być może dlatego, warto być bezdusznym. A teraz wybacz, bowiem może to zabrzmieć trochę niegrzecznie, ale muszę już iść. Dió jest zmęczona oraz lekko przeziębiona, przez co muszę się nią trochę bardziej opiekować niż zazwyczaj.
Wstałam i powoli ruszyłam ku Zamkowi, co jakiś czas ogrzewając wiewiórkę swym oddechem. Wtulała się w mą grzywę swoimi małymi łapkami.
— DiDi? — szepnęłam
— Tak?
Kopytem otworzyłam komnatę i położyłam towarzyszkę na różowym kocu.
— Masz gorączkę...
***
Całą dobę czuwałam nad przyjaciółką. A po tych kilkunastu godzinach, jej stan się pogorszył.
         Zrozpaczona i pogrążona w ponurych rozmyślaniach, moczyłam kopyto w wodzie. Czy to moja wina? Czy to przeze mnie jest w tak ciężkim stanie?
    Kamienie na brzegu jeziora przesuwały się wraz z czyimiś krokami. Podniosłam na chwilę łeb, po czym znowu go opuściłam, dostrzegając znajomą klacz.
< Blackey? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.