piątek, 30 czerwca 2017

Od Blackey cd. Iris

Wtem, tuż obok mej prawicy pojawił się masywny karosz. Me ciało przeszedł zimny dreszcz i poczęłam odsuwać się od przybysza. 
- Iris. Jak miło cię widzieć - jego niemalże spartańsku głos dochodził do mych uszu jak przez mgłę.
Stanęłam, niczym kłoda, niezdolna do jakiegożkolwiek ruchu. Poczułam, jak ogier się do mnie przysuwa. Me ślepca błysnęły nieprzyjemnie na przybysza.
- Czego chcesz od Blackey? - zauważyłam, iż Iris jest bliska panice.
- Nie, nie od Blackey, lecz ja czegoś chcę od ciebie - skądże on wymyślał jakże mrożące krew w żyłach kwestie?
Złapał mnie zębami za koniuszki mych skrzydeł, które skamieniały z bólu, wywołanym przez owego osobnika. Zarżałam przerażona. Ujrzawszy Iris szykującą się do ataku, nabrałam animuszu, lecz i on zgasł, gdyż ma zacna towarzyszka padła jak długa na rześką trawę. Strużka karmazynowej cieczy wystrzeliła wzdłuż jej barku. Nie. Kopnęłam ostatkiem swych sił wroga, wyzwalając się z uścisku. Korzystnie zmieniłam się błyskawicznie w swego smoka. Smoka, którym do połowy byłam. W naturze koni leży panika tudzież strach, a na atak jedynym ratunkiem była ucieczka. Lecz ja nie śmiałam nawet postawić wahającego się kroku wstecz. Poczułam, jak ma kara sierść zamienia się w twarde, niczym pancerz łuski. Rozwidlonym językiem przejechałam po zębiskami, a me ogromne skrzydła przysłaniały łunę księżycy. 
- Nie tkniesz jej swymi łapami, parszywcu! (Parszywek mi się skojarzył! dop. aut.) Nie śmiej nawet spojrzeć jej w lico! - mój głos dudnił wśród ciszy.
Karosz zaśmiał się. Zza jego pleców, niczym drzewa, wyrosły dwa potężne trupy.
- Nekromanta... - rozdziawiłam swą paszczę.
Mą duszę opanował strach. Ryknęła przeraźliwie, przymykając puste ślepca. Ziemia zatrzęsła się za truposzami, po czym rozwarły się oraz połknęła wrogów. Ogier jednakowoż został.
- Pegaz władający żywiołem ziemi? - parsknął.
Podeszłam doń i niemal bez wahania wbiłam ostre jak brzytwa zęby w szyję konia. Zawył przeraźliwie. Poczułam kości, które strzelały każda po każdej. Łamałam je, degustując się bólem ofiary. Blackey, stój! Przejrzałam na serce. Cóż ja wyprawiałam? Czy chciałam, abym znowuż była rzadną krwi bestią? Ranny parsknął śmiechem.
- Wrócę tu! I zdobędę to, czego chcę! - rozpłynął się.
Spuściłam zdyszana łeb, zaciskając powieki. Poczułam smak końskiej krwi. Chciałam go... zjeść.
< Iris? Poznaj prawdziwą Blackey ^^ Taką psychopatkę, co degustuje w koninie >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.