piątek, 5 maja 2017

Od Sombry cd. Dapagos

Spojrzałem na wilka, a konkretnie na Klavusha. Dziwne imię... Nie wiedziałem, co powiedzieć. Przydałby się nam kolejny towarzysz wyprawy? Stojąca obok mnie klacz, wyraźnie nad czymś myślała, aż naszła mnie pokusa wejść do jej umysłu, lecz tego nie zrobiłem. Uniosłem wzrok na Dapagos, która uśmiechnęła się przyjaźnie, nim zdążyłem zabrać głos, powiedziała:
- Myślę, że miło będzie mieć cię w ekspedycji.
Pokiwałem głową, wyglądając na niebezpieczeństwa. Byliśmy już znacznie bliżej Mroźnej Tajemnicy, a klimat robił się ostrzejszy. Z pięknej wiosny i łąk, przeszliśmy do lodowatej tundry. Oddech stawał się trudniejszy w takich temperaturach.
- Musimy iść - powiedziałem. - Jesteśmy blisko.
Ruszyłem energicznym marszem po dróżce, wiodącej na szczyt naszego tarasu świata. Mój wzrok przyciągnął ogromny lodowy wierch, skrzący się promieniami światła. Zauważyłem nerwowy ruch głowy u Wateranne, lecz postanowiłem narazie milczeć - narazie. Duch przygody najwyraźniej był z nami, ponieważ pogoda nam jakoś nie przeszkadzała, a każdy krok sprawiał przyjemność, mimo trudnych warunków. 
- Zawsze budzi we mnie podziw ten szczyt - szepnęła klacz.
- We mnie też - przyznałem. - Nie wiem, na co mamy czekać, powinnismy już trafić na wskazane miejsce...
- Mogę mapę - zapytała.
Podałem jej papier bez słowa. Przeleciała po tekście wzrokiem.
- Tu jest napisane - zaczęła - "Kto ujarzmi mojego pupilka, mieszkającego w mroźnych górach, zasłuży na wskazówkę".
< Dapagos? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.