niedziela, 14 maja 2017

Od Sombry cd. Dapagos

- Mi jest tak samo trudno powiedzieć, jak i tobie - odparłem. - Byle, żebyśmy wyszli z tego żywi.
- Racja.
Szliśmy tak w milczeniu. Było to jednak dość przyjazne milczenie, bo nawet w zamarzniętej tundrze dało się słyszeć przyjemne dla ucha świergoty ptactwa. Klaviush szedł lekko z tyłu, trzymając się z dała od naszych smoków, zerkając na nie raz po raz. Uśmiechnąłem się pod chrapami. Lecz, jak to bywa, przyjemne momenty kończą złe rzeczy. Ziemi zatrzęsła się pod naszymi kopytami lub łapami, a drzewa łamały się, jakby pod wpływam ogromnego ciężaru. 
- Zaraz zobaczymy, któż jest pupilkiem - parsknął Evil.
Zaciekawiony, czując dreszczyk emocji, wyszedłem na przód naszej ekipy. Było słychać na raz sapanie, rżenie i powarkiwania. Naszym oczom okazała się zmora znana mi z mitologii.
- Chimera... - uniosłem łeb, ledwie dosięgając kolana monstra.
Jedna głowa należała do barana, druga do kwa, a trzecia zaś do węża. Ogon był zakończony skorpionim kolcem, zapewne jadowitym. Bestia, tak przerażająca, wyglądała majestatycznie, a ja, durny, gapiłem się na nią, nie myśląc o życiu. Lwi łeb schylił się ku mnie, łupiąc okiem, a gadziny z zadowoleniem przyglądał się smokom i klaczy.
- Kocimiętka - sapnąłem, gapiąc się w piękne oko, być może naszego mordercy.
< Dapagos? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.