środa, 3 maja 2017

Od Sognare cd. Epit

Nieśmiałe promyki słońca już przemykały po liściach, młodej trawie i owadach. Ptaki wygrywały ulubione melodie. Mimo to, zdarzały się opady śniegu czy lód na wydeptanych ścieżkach.
Beztrosko uderzałam kopytami o ziemię. Wysoko i radośnie unosiłam głowę.
Nie rozumiałam tych wszystkich ponurych istot. Przecież życie jest wspaniałe! Po co je sobie zatruwać? Te ciągłe walki, problemy... Jakby nie mógł panować spokój.
W zamyśleniu niemal nastąpiłam na... Czarną jak smoła klacz. Leżała w bezruchu, a z tylu jej łba ciekła krew, zlepiając grzywę.
Pierwsza moja myśl? Trup. Jednakże jej klatka piersiowa uniosła się. Odetchnęłam z ulgą. Szturchnęłam ją.
— Halo? Kontaktujesz? — zapytałam cicho.
Nawet nie drgnęła. Położyłam się obok.
        Nawet nie wiedziałam, ile czasu minęło. Wsłuchiwałam się w śpiew ptaków, a raczej jego brak. Było tu dziwnie cicho. Wszystko umilkło. Jakby... Czegoś się bało.
    Pegazica nagle otworzyła oczy.

< Epit? C: >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.