sobota, 6 maja 2017

Od Regem cd. Epit

Ciągnąć płaszcz po ziemi, udałem się w kierunku gęstego i jakże mrocznego lasu. Idąc zgrabnie miedzą formami drzew, udałem się do małego jeziorka, które osaczone było rozmaitymi roślinami. Cofnąłem się, kiedy zrozumiałem, że większość roślin jest trująca. Mruknąłem coś pod nosem. Podszedłem do wodopoju, schylając łeb ku ziemi. Aksamitnym pyskiem, wyżłopałem trochę płynów. Chciałem się oddalić w inną stronę, lecz ujrzałem czarną, niczym nocna zmora klacz. Oczy miała zamknięte, a klatka piersiowa opadała nierówno w górę i w dół. Nasunąłem na oczy kaptur, udając się w jej stronę. Uklękłem i wziąłem ją na barki. Przede mną była daleko droga z koniem na plecach. Rannym i otrutym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.