sobota, 20 maja 2017

Od Blecky cd. Iris

Szłam, niczym cień, za Sabą, który rytmicznie wyciągał swe puchate łapska, to w przód, to w tył. Szłam tak bez wytchnienia, ciągnąc za sobą skrzydła, ciążące od wiosennego deszczu. 
- Jak jam nie żywię lubości to deszczy! - syknęłam.
- Odwagi, Bleckey - lew odwrócił łeb. - W mym domu toż to byłby cud!
Zmarszczyłam aksamitny pysk, po czym zamieniłam się w potworne smoczysko. Strugi słodkiej wody spływały smętnie po łuskach, tworząc wodospady. Wbiłam białe, bez wyrazu, ślepca ku Słońcu. Winszowałam, iż będzie zjawisko, zwane tęczą. Te okropnie, wieśniacze kolory, psuły szkarłat oraz błękit nieba, a gwiazdom odbierała wdzięk tudzież grację. 
- Po cóż my idziemy? - wydęłam smoczy nos.
- Ujrzeć cud! - rozmarzył się.
- Jakiż to cud? - fuknęłam.
- Za trzy, dwie, jedną… - odliczył, a wówczas ja wpadłam na coś.
Mym ślepcom ukazał się koń. Śliczny, kasztanowy koń, aczkolwiek klaczka, o ile mój wzrok się nie zmylił. Jej czarna, atramentowa grzywa spływała kaskadami ku dole, wszakże krople ciepłej mżawki obciążyły włosie. Spojrzałam wybrednie na lwa, któregoż chętnie teraz bym wypchała oraz powiesiła na ścianie komnaty. Jakiż on cwany! Jednakże, nie chciałam zniechęcać nowo przybyłej. Zmusiłam się na koślawy uśmiech, szczerząc zęby jadowe.
- Wadź panno, zwę się Blackey - schyliłam się.
- Zmień się - usłyszałam syk Saby.
Posłusznie, rada z pomysłu, powróciłam do pierwotnej formy.
< Iris >

4 komentarze:

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.