niedziela, 28 maja 2017

Od Blackey Cd. Snowflake

Kroczyłam, łupiąc kopytami o twardą skałę. Nie byłam pod postacią smoka, po cóż chować swą tożsamość? Jak tom mawiał Urytyh ,,Nigdy od prawdy nie uciekniesz, bowiem, masz krótsze od niej nogi''. Me kąciki aksamitnego pyska uniosły się ku górze, niczym lekko niesione wiatrem, natchnione końską dzikością oraz gnane instynktem… Wiatr dął, a mój uśmiech nie schodził z pyska. Czułam wszystkie żywioły naraz, jak miksowały się w dzikość tudzież wolność, jak tworzyły jedność - świat. 
Świst.
Rozproszyła się ma uwaga na duszy związanej z przyrodą.
Charakterystyczny brzdęk metalu.
Podeszłam doń, aby przyjrzeć się cóż to takiego. Była to mała gwiazdka, przypominająca do złudzenie ostrza. Jej ostre końcówki wbiły się do drewna. Chwyciłam ją w wargi, po czym wyjęłam ostrożnie.
Świst.
Tym razem gwiazdka wbiła się o cale od mej głowy. Śnieg zaczął dąć w mą twarz, powodując ślepotę. Koniec zabawy, pomyślałam. bok mnie, niczym jak na zawołanie wydostała się przedziwna poczwara. Była usypana z piachu, ziemi tudzież skał, a jej ogromne poroże, wyglądające jak łopaty zdobiło twarz zmory. Skinęłam łbem w geście pokłonu.
- Dziecię Ziemi - zaczęłam - o pójdź tam i ukaż tajemnice.
Świst, a wraz z nim kolejna gwiazdka.
< Snowflake? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.