poniedziałek, 1 maja 2017

Od Blackey cd. ktoś

Jakoż iż me ciało nadal trawiły dreszcze po zimnych kroplach deszczu, otrząsnęłam się, niczym niedźwiedź po śnie zimowym. Usadowiłam się pod postacią smoka na szczycie urwiska, wczepiając się szponami w twardą, jak ma dusza, skałę. Czarne, lśniące łuski wydawały ciche jęki na wietrze, a ślepca płonęły tudzież emanowały zimnem. Przejechałam rozwidlonym językiem po dziąsłach i zębiskach. Jak żem dawno nie trawiłam w cietrzewiach mięsa krwistego, jak zwłoki rozszarpanego zwierza. Nagle nabrałam chętki na ów przekąskę. Rozłożyłam skrzydła, uwalniając wodospady wody, które spływały kaskadami. Wzdrygnęłam się z odrazą, nie żywiłam lubości do opadów. Syknęłam, wzbijając się w powietrze.
*Ćwierć godziny*
Me ślepca były utkwione w zwierzu, stojącym na krańcu polany. Ów zwierz okazał się być czarną sarną. Jakoż to nietypowe… Me serce poczęło bić szybciej, kiedy do sarny przybył równie czarny, jak smoła osobnik. Człowiek. Nozdrza rozchyliły się, niczym okiennice wybałuszone prze wiatr. Poczułam, jak przez me ciało przechodzi energia. Czułam mocno, iż człek ten, zna mrok oraz śmierć. Mym mózgiem wstrząsnął komunikat: ,, Zabij, wypatrosz!" Wszystkie łowieckie zmysły wyostrzyły się. Skradałam się, mimo iż tego nie chciałam. Odbija mi. Zwariowałam. Skaczę na przybyszy z ogromną prędkością. Rozpościeram szczękę, lecz moje przekąski uciekają. Wpadam w szał, wszystko niszczę, aż tracę kontakt z ziemią. A w mej głowie są tylko słowa: ,, Zabij, wypatrosz!"
< Ktoś? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.