czwartek, 20 kwietnia 2017

Od Sombry cd. Dapagos

- Aha, ale jakby co, pytaj śmiało - uśmiechnąłem się.
Ruszyliśmy dalej, a droga znacznie się zmieniała. Liście, zamiast zielonych i dużych, powoli kurczyły swoje rozmiary i blakły. Byliśmy coraz bliżej Mroźnej Tajemnicy, co oznaczało, że musieliśmy zachować ostrożność. Evil obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni i odsłonił wargi. Zaintrygowany jego zachowaniem podążyłem za jego wzrokiem. Dapagos również zmieniła swoje położenie. Z krzaków doszedł do nas odgłos szurania. Smok począł warczeć, jak najęty. Rzucał się na wszystkie strony... Sierść na moim grzbiecie zderzyła się i już miałem wzywać nekromantę, kiedy zza zarośli wyłoniła się postać, a raczej rzecz. Był to ogon, Evila. Gad, zadowolony ze swojego kawału, zaczął się śmiać, po czym zaniósł się rechotem. Swoim ogonem zakołysał w powietrzu.
- Jestem pupilkiem chorego konia - zaczął przedrzeźniać mapę - i to dosłownie.
Położyłem płasko uszy. Podszedłem do smoka, stając z nim twarzą w twarz. Uniósł się, spoglądając na mnie z wyższością. Wbiłem w niego żelazny wzrok. Oto mi chodziło, pokazać mu, kto jest szefem. Zarżałem wyniosłe.
- Milcz i idź dalej z łaski swej! Pokaż trochę ogłady! - rozkazałem. - Koniec zabaw! - mój głos stał się chłodny.
< Dapagos? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.