sobota, 29 kwietnia 2017

Od Milki Cd. Breeze Fire ''Wyprawa''

- Lara? Lara! Lara, gdzie jesteś? - usłyszałam.
Niby głos wydawał mi się znajomy, a jednak nie przychodziło mi na myśl kto to mógłby być. Kotka zaś ruszyła w kierunku dźwięku. A więc zna tego kogoś. Może to następna magiczna istota? Ale jaka tym razem? Już po chwili miałam się przekonać.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po chwili spomiędzy krzewów i małych drzew wyszedł chłopak. Mimo iż nie był on w tak dobrym stanie jak kotka - poznałam go od razu. Hm... W sumie trudno byłoby zapomnieć kogoś kto w ciekawy sposób mógł wpłynąć na Twoje życie, a później stał się przyjacielem. Chłopak był blondynem o nietypowych zielonych oczach, podobnie jak kotka. Ubrany w szary sweter i granatowe jeansy. Wyglądał na wykończonego i zmęczonego jakby naprawdę długo szedł. Na widok kotki idącej w jego kierunku, wyraźnie się rozpromienił.
- Lara, gdzieś ty była? - zapytał.
Kotka wygięła się, po czym przemieniła w piękną driadę o cerze podobnej do koloru kory drzew. Miała bardzo długie czarne włosy spięte w wysoki kucyk. Nosiła sukienkę jakby wykonaną z liści najróżniejszych drzew, przyozdobioną kwiatami. Była boso. Rzuciła się chłopakowi na szyję.
- Tutaj - odpowiedziała radośnie.
- Tak, tak. Okey Lara, już ok - powiedział cofając się parę kroków. - Skąd wiedziałaś, że to tutaj? - zapytał.
- Powiedziałeś mi przecież.
- No, ale nie dokładną lokalizację.
- No podpytałam się tutejszych zwierząt. One mi powiedziały.
- I? Znalazłaś ją? - zapytał z nadzieją.
Zaczęłam się zastanawiać o kogo chodziło. Chyba nie o mnie prawda? Obawiając się, że kotka powie prawdę, wycofałam się parę kroków za domek, ale tak by wciąż ich widzieć. Na wszelki przypadek ostrzegłam ją by nie mówiła prawdy, bo nie najlepiej się to skończy. Nie miałam zamiaru jej czegoś zrobić, chciałam tylko by nic mu nie mówiła. Zastanawiałam się też co on tu robi.
- Była tu jakaś dziewczyna - odpowiedziała mu ku mojemu niezadowoleniu.
- ,, No pięknie '' - westchnęłam.
- Naprawdę? - zapytał z wielką nadzieją.
- Tak.
- Jest tu wciąż, prawda?
- Nie.
- Jak to? - wydał się zaskoczony. - Przecież mówiłaś, że była.
- No tak, ale znikła.
- Obeszłaś dom? Sprawdziłaś w środku? - zapytał wciąż trwając w nadziei.
- Tak.
- I?
- Znalazłam tylko tą klacz - odpowiedziała na co mogłam westchnąć z ulgą.
Nikt z Senopii nie znał mnie w tej postaci co było dla mnie na wielki plus.
- Jaką klacz?
- Taką białą z kwiatem w grzywie - odparła. - Jest tu pewnie nadal.
Myślałam, że to go zniechęci i odejdzie stąd, choć ku mojemu zdumieniu, ten wyjął marchewkę.
- Gdzie on jest? - zapytał Larę.
- Ona. To klacz - odpowiedziała.
- ,, Lara! '' - upomniałam ją.
- Klacz. A ty skąd wiesz? Gadałaś z nią?
Przytaknęła.
- To nie jaka przywódczyni jakiegoś stada.
- To te tereny są zamieszkane? - zapytał zdziwiony.
- No tak. Ten zamek to ich główna siedziba - mówiła. - Chodź za mną.
Wycofałam się bardziej na tyły. Usłyszałam czyjeś kroki. Pewna, że to driada - stanęłam gotowa.
- Tu jest! - usłyszałam i bez ostrzeżenia stanęłam na tylnię kopyta.
Usłyszałam krzyk, a potem czyjś upadek. Następnie płacz. Gdy opadłam już na przednie kopyta, zobaczyłam, że Lara klęczała przy chłopaku i płakała.
- ,, O nie! To nie tak miało być '' - pomyślałam.
Wycofałam się dalej, słysząc jak driada mnie przeklina. Zmieniłam postać, zadbawszy o nie rozpoznanie. Teraz miałam na sobie długi aż do ziemi połyskujący zielenią płaszcz i kaptur, który uniemożliwiał zobaczenie mojej twarzy, za to ja ich widziałam. Ruszyłam powoli. Postanowiłam nieco poudawać jakiegoś uzdrowiciela, pustelnika czy tym podobnego. Przy pomocy magii, zmieniłam nie co głos.
- Co tu się stało? - zapytałam.
- To wszystko przez tego głupiego konia! - krzyknęła w odpowiedzi Lara.
Ukucnęłam przy chłopaku. Po za krwawiącą raną na ramieniu, nic mu nie było. Musiał stracić przytomność, upadając. Nie było tak źle. Mogłam odetchnąć choć po części z ulgą.
- Jakiego konia dziewczyno?! Tu nikogo nie ma - oznajmiłam starając się brzmieć przekonująco. - Pomogę Wam.
Z sakiewki wyjęłam małą butelkę z cieczą, liście i dość mocną łodygę wierzby płaczącej. Poleciłam dziewczynie by się odsunęła, co zrobiła z niechęcią, po czym przystąpiłam do pracy.
- ,, Wybacz '' - powiedziałam mu, wątpiąc by w tym stanie mnie usłyszał.
Przez cały czas czułam na sobie wzrok Lary. Jakby próbowała zgadnąć kim jestem albo też się domyślała. Oczyściłam ranę wodą, nałożyłam trochę maści, przykryłam liściem, po czym obwiązałam dość mocno łodygą. Mogłam użyć typowego bandażu, lecz obawiałam się o to iż wtedy ten domyślił by się kim jestem. Chwilę potem chłopak odzyskał przytomność. Rozejrzał się senny wzrokiem.
- Lara? - zapytał.
Dziewczyna podeszła do niego.
- Jestem tu - odpowiedziała.
- Co się stało? - zapytał.
Przy pomocy driady zdołał usiąść. Wycofałam się nieco. Rozejrzał się, po czym zapytał:
- Gdzie ona?
- Jaka ona?
- No ta klacz.
- Uciekła. Przeklęte zwierzę.
A to dziwne. Myślałam, że driady słyną z raczej pozytywnego nastawienia do zwierząt. Lara natomiast nie do końca. Najwyraźniej przeze mnie zniechęciła się do koni.
- Nie mów tak. Wystraszyła się - powiedział rozmasowując ramię.
Gdy odkrył na nim nietypowy opatrunek, zdziwiony zapytał kto to zrobił. Spodziewałam się, że Lara weźmie to na siebie, lecz ta tylko bez słowa wskazała na mnie. Wstałam. Chłopak również.
- Dziękuję - powiedział.
- Nie ma za co. Rana nie była zbyt poważna. Wszystko wróci do normy po czasie.
- To tak nie boli jak moje serce - wyznał chłopak na co usłyszałam niezadowolone prychnięcie Lary.
- Cóż... Życie nie jest łatwe - odparłam, lecz potem wiedziona ciekawością zapytałam. - A cóż takiego się stało?
- Moja przyjaciółka jest w niebezpieczeństwie. Szukam ją by ją ostrzec. Zostawiłem jej list, ale potem uznałem, że nie mogę jej tak zostawić. Widziałeś ją?
Zawahałam się nad odpowiedzią. Lara jak, gdyby nigdy nic zamilkła. Spojrzałam na nią. Uśmiechała się złośliwie. To nie wróżyło najlepiej.
- Nie. Mieszkam tu od wielu lat i nikogo nie zauważyłem - odparłam. - A jak ona wygląda?
- Taka blondynka o sercu wojowniczki - odparł. - I bursztynowych oczach.
- Cóż... Muszę cię rozczarować. Nikogo takiego tu nie było.
Chłopak pokiwał głową rozczarowany.
- To ja już pójdę - odpowiedziałam cofając się.
- Oczywiście.
- Stój! - krzyknęła Lara, która do tej pory była podejrzanie cicha.
- Lara, co ty robisz? - zapytał ją.
- Szukasz tej swojej wojowniczki, tak?
- No tak, ale widzisz, że źle trafiliśmy.
- A skąd wiesz, czy to - wskazując na mnie. - Nie kłamie.
- Sama słyszałaś.
- Oh, Jeremie... Jakiś ty naiwny. Myślałam, że się domyślisz.
- Ale czego? - zapytał zdziwiony.
To mnie zaniepokoiło. Teraz już wiedziałam. Lara widziała zmianę i doskonale wiedziała kim jestem. Ale jak? Mimo wszystko to skłoniło mnie do jak najszybszego wycofania się. Jakby to przewidując, poczułam, że nie mogę się ruszyć. No pięknie.
- To czego szukasz jest przed Tobą - odpowiedziała.
- Lara, to tylko jakiś człowiek. To nie ona - mówił, choć wyczułam, że już zaczął sobie robić nadzieję.
Uwierzył jej.
- Tak myślisz? Myślę, że w sumie chciałbyś zobaczyć twarz swojej wybawicielki i zarazem osoby, która ci to zrobiła - mówiła.
Gdybym użyła teleportacji, na pewno wzbudziło by to u niego wątpliwość i nie mogłabym się tu przez jakiś czas pokazywać. Westchnęłam głośno, po czym postanowiłam, że co będzie to będzie.
- Przecież to nie konieczne....
- Dzięki za zepsucie odpoczynku - powiedziałam do niej już nie ukrywając swojego głosu.
- Co? O co chodzi? - zapytał zdezorientowany.
Chciałam do niej podejść, lecz nie miałam jak. Na szczęście ręce miałam wolne.
- ,, Jeden ruch i będzie wiedział. Czy warto? ''
Po chwili stwierdziłam, że tak. Przynajmniej dowiem się o co chodziło w tym liście. Wykonałam szybki gest. Mój dagger poleciał w stronę Lary z charakterystycznym świstem, po czym kraniec jej sukienki przybił do najbliższego drzewa. Lara krzyknęła ze złości, po czym zajęła się uwalnianiem tak by nie uszkodzić swojej sukienki. Wiedziałam, że pozna on to. Ten ruch zdziwił go, lecz chwilę potem pewnym ruchem ruszył w moim kierunku. Sprawnym ruchem zrzucił kaptur do tył i oniemiał.
- To ty?!
- No hej - powiedziałam zamieszana, lecz w dobrym nastroju.
Chłopak cofnął się parę kroków. Zauważyłam jak poruszał ustami, lecz nie wydał żadnego dźwięku. Zabrakło mu słów.
- Nie typowe spotkanie, prawda? - zapytałam już uśmiechając się.
Ten jednak wciąż nie wiedział co powiedzieć.
< Breeze Fire? >
PS Ale się rozpisałam. o.o

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.