piątek, 21 kwietnia 2017

Od Milki Cd. Breeze Fire ''Wyprawa''

Coś mi tu nie pasowało. Zaczęłam się zastanawiać, czy na ten list nie powinnam spojrzeć inaczej. W ten u dołu coś zaświeciło tak szybko, że ledwo zdążyłam zauważyć, a co dopiero przeczytać. Było to chyba imię. Nie udało mi się go przeczytać w całości. Jedynie początek. Niewiele mi to dało. Chciałam móc zapytać kogoś innego, kogoś kogo znam, ale jak? Znajdowałam się tutaj, a do Senopii trochę miałam. Po za tym nie mam tyle czasu, a wyprawy tam nie były takie krótkie. Nie chciałam zmarnować całego swojego czas wolnego na pobyt tam. W Senopii miałam paru zaufanych znajomych, lecz wiązało to się z ryzykiem. Pomyślałam o Kate. Wiedziałam mniej więcej gdzie mieszka, ale mimo tego nie najlepiej orientowałam się w tamtym świecie. Moim przewodnikiem i przy okazji przyjaciółką jest Kate. Postanowiłam, że to ją zapytam używając do tego magii. Poszłam po lusterko, które ostatnio widziałam w kuchni. Gdy je już znalazłam, wróciłam do salonu. Wystarczyło szybkie zaklęcie, Kate ''odebrała'' od razu. Już po chwili w tafli lustra zamiast swojej twarzy zobaczyłam twarz Kate. Wyglądała na zdziwioną moim widokiem.
- No w końcu! - usłyszałam jej oburzony głos, lecz wiedziałam że mimo to cieszy się iż w końcu mamy okazję porozmawiać.
- W końcu? - zapytałam zdziwiona.
- Gdzie ty byłaś? 
- Oj, w wielu miejscach. Ale o co chodzi?
- Od tamtego tygodnia próbuję się z Tobą skontaktować - odpowiedziała.
- Naprawdę? - spytała zdziwiona. - Ale jak? Wiesz, że komórki tu nie działają.
- Tym zaklęciem z lustrem. Próbowałam też telepatii - mówiła.
- Nic nie zauważyłam. A coś się stało?
- Jeszcze się pytasz? Pewnie, że tak! - oznajmiła wyraźnie oburzona.
- A więc co takiego?
- Zablokowaliście portal?
- Że co?
- Czy ktoś broni zachodnich granic?
- Hę? Kate, o co ci chodzi? Możesz jaśniej?
- Jak? Może tak, że król Senopii ma zamiar wybrać się na te tereny by znaleźć zaginioną przed laty córkę?!
- Rany Kate, moje uszy - powiedziałam zaciskając na chwilę oczy z bólu.
Brunetka nieźle się zdenerwowała. Ale czym? Z tego co wiem trudno wytrącić ją z równowagi. Wiem to dobrze.
- Wybacz. Ale zrobiłaś to?
- Nie. Skąd miałam wiedzieć?
Brunetka westchnęła.
- No teraz to i tak za późno. Radzę byś wprowadziła jakiś tymczasowy zakaz zmiany w ludzką postać i jakoś objęła zaklęciem ochronnym zamek - mówiła.
- Nie wyczułam w pobliżu jego obecności. Nikt ze strażników też nie doniósł nic takiego.
- Jeszcze. Musicie przez jakiś czas zachować się tam by nikt obcy was nie zauważył.
- Sugerujesz, że mamy siedzieć cicho i nawet nie interweniować? - zapytałam.
- No tak było by dobrze, ale...
- Kate! Dobrze wiemy jak to może się skończyć jeśli ją znajdą, znaczy jeśli znajdą.... Nie ważne! Musimy ich jakoś wygonić.
- Okey, ale staraj się nie wspomóc swoich strażników.
- No ok, ale...
- Tylko mi nie mów, że sama weźmiesz udział.
- Pewnie, że tak. To, że jestem w końskim wcieleniu przywódczynią to nie znaczy, że nie mogę walczyć.
- No wiem, ale słuchaj. Wiem, że za często przypominasz sobie dawne czasy i tą swoją obecną postać. Przez to zapominasz o tej drugiej, a wydaje mi się, że jest ważna. Nie może nic ci się stać. Jesteś potrzebna stadu, mi i jemu... - to ostatnie dodała ciszej.
- Kate, przecież ja wiem co robię.
- Ile razy to słyszałam? I jak zawsze się to kończyło? - zapytała.
- Będę ostrożna. Obiecuję - dodałam mając nadzieję, że to ją przekona.
- Wolałabym tam być.
- Dobrze wiesz, że nie możesz - mówiłam. - Poradzimy sobie.
- Zawsze dodatkowa uzdrowicielka się przyda - mówiła.
- Nie obraź się Kate, ale nie. Nie będziesz się narażała. I tak mamy wystarczająco dużo na głowie. W dodatku nie orientujesz się tu. Nie wiesz z jakimi niebezpieczeństwami się zmagamy - mówiłam.
Z jednej strony zaskoczyła mnie ta jej odważna postawa, ale miałam swoje powody by nie chcieć by ona tu była. Po pierwsze król Teroyko już raz ją widział. Gdyby ją rozpoznał nie miałaby najlepiej. Powodów było parę. Kate jeszcze parę razy powtarzała to uparcie. Zazwyczaj po czasie wątpiła i było ok. Teraz jednak na to nie wyglądało. W końcu skończyło się na niemiłej wymowie zdań. Kate najzwyczajniej się na mnie obraziła. Mogła wyglądać na złą i oburzoną, ale w głębi widziałam, że się boi, że chciałaby pomóc. Gdy kończyła widziałam jak ociera łzę rękawem ukradkiem. Czyżby miała zamiar płakać? Poczułam się źle, chociaż nie była to moja wina. Przez całą tą rozmowę zapomniałam o celu rozmowy. Jednak było już za późno. Tafla lustra pociemniała, po czym wróciła do normy. Odstawiłam je na stół i opadłam na fotel z głośnym westchnięciem. No pięknie - pomyślałam.
< Breeze Fire? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.