środa, 19 kwietnia 2017

Od Blackey cd. Dapagos

- Skąd mam wiedzieć, iż to prawdziwa obiekcja? - zapytałam.
- Stąd - centaur rozwinął pergamin.
Me ślepia przemknęły po groteskowym papierze, sięgającym być może Ery Serous'a... Przejechałam po tekście kończyną, zgłębiając tajemnicę, kryjącą się w ów literkach i zdaniach. Skierowałam mądre ślepia ku postaci.
- Czyżby to... - mój głos złagodniał i był słodki, jak pszczeli miód.
- Tak, Blackey - odparł bez wahania.
Końcówki piór u mych skrzydeł zadrżały z ekscytacji. Oto przed mą mózgownicą znajdował się jeden z najważniejszych tekstów ze zbioru Pani Snów i Legend. Do cna byłam zaskoczona... Uniosłam ponownie wzrok.
- Przysięgnij, iż strzec go będziecie, a jak nie, to spotka cię rychła smierć - prychnął.
- Zowę się Blackey, panie, i na mą duszę, serce oraz mózg przysięgam, iż organizm i człek władający tym oto ciałem, bierze na swe barki odpowiedzialność, tak wielką... - zgięłam szyję w geście pokłonu.
Centaur wcisnął pode mnie dokument. Pokręcił głową i na odchodne rzucił:
- Zdziczejesz...
Wtem za plecami mymi rozległ się odgłos, jakby stukanie racic tudzież kopyt. Chwytając zwój, odwróciłam się do źródła dźwięku. Strzygnęłam smukłym uszkiem. Stopniowo wyłaniała się sylwetka, abym po chwili mogła ją ujrzeć. Dapagos.
- Ma zacna Dapagos! - uniosłam zbawiennie kopyta. - Wystraszysz mnie na zawał! Po cóż przyszłaś?
< Dapagos? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.