środa, 17 sierpnia 2016

Od Milki Cd. Hazel

Zaczynało już robić się powoli ciemnawo, a Renia jeszcze nie przybyła. Zaczynałam się o nią trochę martwić. Przecież jeszcze kiedy tu była ustaliłyśmy, że po południu przybywa na kolację i dopiero potem wyruszam ja. Tymczasem kolacja już dawno się skończyła, a jej wciąż nie było. Na szczęście nikt nie zauważył jej zniknięcia. No może prócz Draca, ale wyjaśniłam mu po części kłamiąc, że wybrała się na spacer i, że ostatnio jakoś dziwnie się zachowuje. Wątpię by w to uwierzył, ale przynajmniej to ona będzie się mu tłumaczyć.  Gdy dochodziła już prawie 20, zastanawiałam się czy nie iść jej poszukać. Problem w tym, że przecież nawet gdybym tak zrobiła to nie wiedziałabym gdzie jej szukać. Tylko, że po mimo tego jednego problemu, szybko znalazłby się drugi - Draco. A skoro obiecałam mu nie kłamać to musiałabym powiedzieć mu prawdę. Tylko, czy słusznie byłoby go w to wplątywać? Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę?
- Milka! - do komnaty wpadła zdyszana Renia.
- Renia! Gdzieś ty się podziewała? Miałaś...
- Tak, tak. Wiem.
- To co się zatrzymało?
- Były małe problemy, ale już wszystko jest ok.
- Jakie?
- Eee... Może później ci powiem. To chcesz w końcu wiedzieć co się dowiedziałam?
- No tak. Przecież na to czekałam.
- Niestety dużo się nie dowiedziałam, ale śledziłam ich do momentu, gdy poszli w góry. Hazel tak nie mieszka?
- Możliwe. I co dalej?
- No i właśnie tak mi znikli.
- Zaklęcie niewidzialności.
- To by wszystko wyjaśniało, ale zdaje mi się, że ona z nim walczyła.
- Ze źrebakiem? Chyba trenowała.
- Pewnie tak.
- I? Coś jeszcze?
- No właśnie nie - zasmuciła się. - Wiem, że jesteś rozczarowana.
- Trochę... Jutro to ja zaczynam, a ty pojutrze. Zrozumiano?
- Czemu?
- Bo jeśli znowu zastosują to zaklęcie... Ty nie masz umiejętności widoczności takiej osoby.
- A ty masz?
- Tak jakby...
- Wow... Szkoda, że nie jestem koniem.
- No nie wiem.
- Dobra. To ja idę już spać. Dobranoc! - powiedziała, po czym odwróciła się i wyszła.
- Dobranoc... - odparłam, lecz znacznie ciszej niż łania.

*** Około drugiej w nocy ***

Było późno. Wiedziałam to. Księżyc już dawno nie świecił na mnie, co w sumie było wielką ulgą, bo nie przepadałam za nim. Teraz najpewniej oświecał kogoś innego z innej strony zamku. Tak naprawdę nie wiedziałam co mnie obudziło. Gdyby był to sen, czy koszmar to przecież choć trochę bym go pamiętała. Nie raz próbowałam zasnąć, lecz to wszystko było na nic. Z westchnięciem wstałam. Myślałam o tym by iść do Draco. Ale on pewnie, w przeciwieństwie do mnie, śpi, a nie chcę go przecież niepotrzebnie budzić. Pozostał mi, więc zwykły spacer. 
- Może po nim łatwiej zasnę - pomyślałam, a potem wyszłam.
Na szczęście wciąż jeszcze panowało lato, więc w zamku nie było zimno. Przeszłam chyba z wszystkie piętra, co zresztą trochę mi zajęło, gdy nagle usłyszałam odgłos kopyt odbijający się od ścian. Ktoś szedł w tą stronę. Tylko kto? O tej porze?
< Dokończ Hazel >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.