poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Od Milki Cd. Draco

- Chyba nie - odpowiedziała mu Katja. 
Choć podobno byłam chora to tak naprawdę tego nie czułam.
- A ktoś tu mówił, że nie jest chory... - zaczął Draco.
- W dodatku ta osoba lepiej to wiedziała na 1000% - dodała Katja, jednakże zaraz potem zaśmiała się i podeszła do mnie.
Nie wiem dlaczego, odsunęłam się. Przecież ją znam. I to bardzo dobrze. Dlaczego więc to zrobiłam? I czy ja to zrobiłam, czy może to ktoś sterując w jakiś sposób mną? Z każdym kolejnym jej krokiem, odsuwałam się, uniemożliwiając tym sposobem dojście do mnie. Po paru krokach, ta odpuściła sobie.
- Eh... - machnęła ręką. - Dajmy jej spokój.
- Ale przecież dziś... - zaczął Draco.
- Nie musisz mi przypominać. Doskonale wiem co ma się dziś wydarzyć. Gdybym tylko mogła zamieniła bym się rolami z nią. Niestety los chciał inaczej... 
- No ale to co robimy teraz?
- Ona - wskazała na mnie ruchem głowy. - Musi porządnie wypocząć. Najlepiej zostawić ją pod opieką jakiegoś towarzyszą.
- A my?
- Musimy się zająć czymś. Byle by o tym nie myśleć.
- Nie będziemy przy niej?
- To jej raczej nie może, zważywszy na jej gwałtowne zmiany nastrojów.
- No w sumie tak... 
- Idziesz? - zwróciła się do mnie.
- Nie. Chyba... Chyba się przejdę.
- Gdzie? - zapytał Draco.
- Na spacer - odpowiedziałam.
- To wiem. Chodzi mi o miejsce.
I znów to. Powoli zaczęłam czuć jak uczucie złości i samego zdenerwowania na kogoś rośnie.
- Nie powinno Cię to obchodzić - odpowiedziałam niezbyt miło.
- Ale... Jestem przecież twoim partnerem i... 
- I co z tego? 
Draco wyglądał na zdezorientowanego, ale też smutnego. Te zmiany nastrojów na pewno będą przyczyną nie jednej sprzeczki. A kolejna właśnie miała się teraz zacząć. Moja siostra jednak wolała tego uniknąć. Położyła mu dłoń na ramieniu i coś cicho powiedziała. To wystarczyło by Draco powrócił do swojego dawnego stanu.
- Cóż... Zatem udanego spaceru - powiedział, po czym odwrócił się do mnie plecami i ruszył w kierunku zamku.
- Dzziękkii - odparłam z niechęcią.
- Uważaj na siebie - powiedziała do mnie Kat, która w przeciwieństwie do Draca, postała jeszcze chwilkę. - Pamiętaj, że my zawsze Ci pomożemy... 
- Nie potrzebuję pomocy!
- Potrzebujesz. Ale nie będę się z Tobą sprzeczać. No to do zobaczenia - ostatnie słowa wypowiedziała jakby ze strachem.
Strachem i obawą, że to ponowne spotkanie może wkrótce nie nastąpić. Nie odpowiedziałam jej, ale wyraźnie poczułam, że cała złość, która pojawiła się znikąd, zaczęła gwałtownie spadać wraz z odchodzącymi do zamku. Dopiero teraz zaczęłam czuć się winna i mieć wątpliwości, czy aby na pewno na ten spacer chcę iść. Miałam wielką chęć pobiegnięcia na nimi i przeproszenia, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Gdy jednak spróbowałam zrobić krok w kierunku lasu - nie czułam tego oporu. Ruszyłam więc w tą stronę. Obiecałam sobie jednak, że po pierwsze - nauczę się panować nad tymi zmianami nastrojów, a po drugie, że spacer ten nie będzie długi. Idąc zaczęłam zastanawiać się, czy aby nie ma lekarstwa, które zwalczyło by choć niektóre skutki tej dziwnej choroby. By było mi wygodniej iść,  zmieniłam się w konia. A przynajmniej tak mi się wydawało, lecz szybko odkryłam, że nim nie jestem.
- Co się dzieje?
Westchnęłam. Po paru kolejnych próbach, które praktycznie były na nic - zrezygnowałam. Dzień nie zapowiadał się na jakoś słoneczny. Na niebie zaczęły się zbierać gęste, szarobure chmury. Zwiastowały one w obfity deszcz i burze, a co za tym idzie - wiele szkód. Zaczęłam żałować, że nie wróciłam z nimi. Jeśli burza złapie mnie na środku tego pola, to raczej dobrze nie będzie. Będę najwyższym punktem. Choć moim symbolem była właśnie Błyskawica, a jedną z mocy panowanie na nią, co wychodziło mi nawet dobrze, to nie miałam dziś zbytniej ochoty na trening. Gdybym była zdrowa to na pewno nie przegapiła bym takiej okazji. Jednakże w lesie również nie będę do końca bezpieczna. Jeśli drzewo się przewróci... Może mi odciąć drogę, uniemożliwić tym samym ucieczkę lub co gorsza - przygnieść. Nie miałam jednak wyboru.

---------- 15 minut później ----------

Ledwo przeszłam pół pola, a już pogoda zaczęła się zmieniać. Na niebie nie było już śladu słońca. Zamiast niego przybyło jeszcze więcej chmur zwiastujących burzę. Chwilę potem zaczęło padać. Na początku to ten deszcz przypominał raczej mżawkę, ale potem rozpadało się na dobre. Wiedziałam, że nie mam szans dotrzeć do lasu sucha. Miałam tylko nadzieję, że nie zacznie grzmieć. Musiałam przyspieszyć tempo lub pobiec. Dojście na skraj lasu zajęło mi trochę czasu, lecz przez ten szarobury krajobraz - wydawało mi się to wiecznością. Z sapnięciem oparłam się o drzewo. Przez chwilę zamknęłam oczy, jakby to miało mi pomóc zregenerować siły. Zaraz potem otworzyłam je i popatrzyłam na to co działo się przede mną. Raczej tędy już nie wrócę. Jeśli będzie tak padało do końca dnia, pole zmieni się w złotawe bagno. Pozostawało mi tylko przeczekać to i zaraz potem ruszyć do zamku. Tak było by najlepiej. I wydawało się proste, ale w rzeczywistości takie nie było. Nie wiedziałam przecież jak długo ta pogoda się utrzyma. Westchnęłam. Chwilę potem dało się usłyszeć pierwszy grzmot. Zagłuszył on dźwięk kroków osoby, o której nawet nie miałam pojęcia, że znajduje się za mną. I pewnie dalej bym nie wiedziała o jej nieobecności, gdyby tylko się nie odezwała.
< Dokończ Draco >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz to opinia na temat danego opowiadania lub całego wątku. Proszę byście wyrażali swoje zdanie w max. 3 komentarzach. Każdy komentarz niezwiązany z blogiem będzie usuwany. Mile widziane pozytywne komentarze. c;

© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.