piątek, 22 września 2017

Od Breezy Fire cd. Bryza

Poczułam, jakby czas się zatrzymał. Łza Bryzy, klaczy tak innej, ale tak podobnej, zatrzymała się na mojej szyi, lecz po chwili z sykiem zanikła, pozostawiając po sobie tylko kłębek dymu. Nagle przypomniałam sobie całą złość, która mną ciskała, kiedy Azari zmarła. Odsunęłam się lekko od klaczy, a moje kopyta, tuż pod pierś, zapłonęły żywym ogniem.
- Ona nie umarła, Bryzo - w moich oczach było tyle żalu i smutku… - ona została zamordowana! - krzyknęłam.
- Przez… k - kogo? - załkała wyraźnie, smutniejąc.
- Zgadnij? - furia zwiększyła moje płomienie. - Wilki! Walczyła u mojego boku, a później wilk przegryzł jej gardło. Dosłownie! Było ich za wielu! A… Tak wspaniałe konie nie powinny ginąć.
Nagle w mojej głowie usłyszałam swój własny, zrozpaczony krzyk, kiedy na miejsce zdarzenie przybyła Milka, kiedy zorientowałam się, że nie ma już dla niej ratunku.
,,Nie… Nie. Nie!! NIE!"
< Bryza? Też nie znam Twojej reakcji ^^ >

Od Breezy Fire cd. Milka "Wyprawa"

W jaskini zapadła cisza, a ciężkie oddechy niosły się po grotach. Regem przysiadł na zadzie i zadarł łeb do góry, lecz kaptur nadal tkwił tuż przed rogiem. Zamknął oczy, a zielona energia przepłynęła przez jego ciało. Poczułam, że teraz idzie nam gorzej, niż można by było przypuszczać. Koszmarna zapewne robiła postępy. Ziemia i kurz zaskwierczały pod moimi kopytami, pozostawiając po sobie małe ogniki. Korneliusz spojrzał na mnie zaciekawionym wzrokiem, a ja popatrzyłam na niego. 
- Opowiedz więcej o Koszmarnej - poprosiłam, lecz zabrzmiało to jak rozkaz.
Wamp tylko stęknął, po czym obrócił głowę, chcąc sięgnąć, po którąś ze strzał, kłapiąc szczękami w powietrzu. Kiedy kierował głowę dalej do tyłu, w jego oczach pojawiały się pasemka białka. W końcu chwycił w swoje szczęki upragnioną. Bez słowa podał mi ją i rozwinął łapskami. Widniał na niej cytat z ksiąg astronomicznych: ,,Ni ludzie, ni demony, ale gwiazdy są mną. Więc szukajcie na niebie, a nie w glebie. Jeden gwiazdozbiór, to ja." 
- Ona z nami gra - syknęłam, a złość przepłynęła przez moje żyły tak intensywnie, że pasma na mojej sierści zabłysnęły ognistym blaskiem.
- Słucham? - nagle odezwał się Reg.
- Będzie mordować, póki my do niej nie dotrzemy! - zmarszczyłam brwi.
- Proszę? - Kornel zachrypiał. - Jacy "my"? Regemie, zacny panie, ale ona chyba się popsuła.
- ,,Ni ludzie, ni demony, ale gwiazdy są mną. Więc szukajcie w niebie, a nie w glebie. Jeden gwiazdozbiór, to ja." Regemie! Zaszła okropna pomyłka! Nie jestem żadną klaczą z przepowiedni, czy też tym "czystym ogniem". To m y! Ona z nami gra w plugawą grę i chce nas wszystkich! - pisnęłam.
Ogier spojrzał na mnie swoimi przekrwionymi oczyma, które lśniły spod kaptura. Wyglądał na i złego, i przerażonego. Wtem, zza jego pleców wyszła Słońce. Ta klacz, którą mijałam, gdy pierwszy raz się tu pojawiłam. Regem jej nie lubi… Jej jasna sierść, aż świeciła w ciemnościach Zakonu. Była piękna, a jej smukły łeb mówił, że wywodziła się z jakiegoś szlacheckiego rodu. Otarła się głową o szyję Regema, jak kot, i spojrzała na mnie. Ogier spuścił głowę, a jego oddech wyraźnie przyspieszył. Chciałam się uśmiechnąć, ale powstrzymałam się.
- Nie, słonko, to o c i e b i e chodzi, nie o nas - zaśmiała się.
- Czy ty tego nie rozumiesz? - spojrzałam na nią. - Koszmarna zostawiła nam ewidentnie wiadomość! To gra!
- Nie ma żadnej gry - uciął mi ogier.
Złość buzowała we mnie, jak wulkan. Ziemia zapłonęła wokół moich kopyt.
- Nie powinniście tu być! Nie zasługujecie na to - krzyknęłam. - Skoro wy jesteście tacy głupi, to i Darkness musi być taki! 
Klacz wyraźnie obraziły te słowa i spojrzała na mnie spode łba.
- Spokojnie - szepnęła - ty tylko chcesz uratować dom.
< Milko? >

Od Breezy Fire cd. Milka

Moje dłonie całe drżały, a nogi niemal uginały się pode mną. To wszystko mnie przeraziło. Spojrzałam na Milkę, lecz ta patrzyła przed siebie, a jej oczy nagle zasnuły się mgłą. Rzuciłam się do niej i delikatnie podparłam na ramieniu.
- To pewnie ta królowa - warknęłam rozeźlona.
Rozejrzałam się, z nowo nabytą pewnością po terenie. Okazałyśmy się być na dziedzińcu, gdzie aż mogło się roić od dam dworu albo pracowników. Przyjrzałam się troskliwie Milce i pstryknęłam palcami, aby na naszych sylwetkach pojawiły się wytworne stroje. Czarowanie. Tak nazywali to ludzie. Poczułam, jak materiał obciąża Alex i samą mnie. Westchnęłam z wysiłku i przewróciłam oczami. Ależ ci ludzie mają mało siły, zupełnie nie jak konie. I te sztućce. Wzdrygnęłam się. Rzuciłam krótkie spojrzenie Milce, która nosiła teraz na sobie śliczną, malinową suknię z falbanami, która pasowała pod jej włosy. Całe pasma tkanin tworzyły na niej liczne zawijasy, pętle oraz serpentyny, wyglądające jakby u królowej. Spojrzałam po sobie i zobaczyłam czerwoną, niemalże lśniącą, skromną i wąską sukienkę. Cóż, będzie lżej. Alex trafi się rola pani, a mnie niewolnicy. I jeszcze to wyjście z zamku. Albo sama Milka. Wtedy przypomniałam sobie o koszmarnym pożarze, który pochłonął cały korytarz. To byłam ja. To ja zrobiłam krzywdę Milce. Zaczęłam wachlować twarz zemdlałej, słuchać bicia jej serca i wszelkie czynności, które wydawały mi się sposobne. Nie wiedziałam, co ludzie robią w takich przypadkach. Nagle ktoś złapał mnie za gołe ramię, a ja przerażona odwróciłam się z prędkością morskiej bryzy. Patrzyłam prosto na zakapturzoną postać.
- Co się stało tej damie, servuso? - zapytała postać. Jej głos brzmiał jak u młodego mężczyzny.
- Przepiła - wybełkotałam szybko, cała płonąc rumieńcem. Zrozumiałam, że servuso miało znaczyć, niewolnico.
- Wątpię, aby twoja pani, taka młoda, już się przepijała. Chcecie przedostać się na drugą stronę wyspy - to było raczej stwierdzenie, niż pytanie.
Kiwam głową, nadal płonąc istną czerwienią.
- Musi o ciebie dbać, że tak się stroisz, servuso. Znajoma mi ona.
Postać odwróciła się i przeszła kawałek, po czym się obejrzała. I jakby zrezygnowana pomachała ręką, abym za nią szła. Dojrzałam tylko błysk zielonych oczu, po czym ruszyłam z nieprzytomną Milką na barku.
< Milko? >

Od Sombry cd. Dapagos

Na chwilę zamarłem. Evil miałby nas opuścić? Nie ma takiej opcji. Wystąpiłem na przód, może ciut niemądrze, ale chciałem wyraźnie udowodnić tej greckiej zmorze, że wszystko, co o nim pomyślała, jest zwykłym kłamstwem. Mój smok patrzył swoimi jarzącymi się ślepiami na całe zdarzenie, a na jego pysku malował się wyraz zdziwienia. Spojrzałem głęboko w oczy baraniej głowie, a z jej nozdrzy buchnęło powietrze, które niemalże zwaliło mnie z nóg, ale nie chciałem dać po sobie tego poznać.
- Umowa, to umowa - zacząłem drżącym głosem, lecz później nabrałem pewności: - jeśli grasz ze Śmiercią w kości o życie, przegrasz - żyjesz, ale i tak umrzesz, więc stracisz to wszystko, jeśli jednak przegrasz - nie będziesz dłużej cierpiał. Z tego wynika, że chyba lepiej przegrać, czyż nie? Posłuchaj mnie, zacna chimero. Ja nie wolę przegrać, czy nawet wygrać. Ja tego chcę - ostatnie zdanie niemal wysyczałem. Co ci Evil szkodzi?
- Uważa go za dzikiego, Sombro - powiedziała Dapagos. - Nie kłóć się z nią. Wateranne da radę.
- Nie wątpię… - spuściłem łeb. - Evil, wracaj.
Smok obruszył się i warknął rozeźlony.
- Nie - warknął jedynie.
Odwróciłem się, cały zbulwersowany i krzyknąłem:
- Wracaj! Twoja dyscyplina mnie zadziwia!
Czarny smok zamachnął się, po czym z hukiem poderwał się w powietrze, po czym odleciał w przeciwną stronę.
- ,,Dla dobra misji" - usłyszałem pocieszający głos Dapagos w głowie.
Czułem się, jakbym właśnie stracił życie… Przegrałem w kości.
- Jesteś zadowolona? Chimero? - podszedłem jeszcze bliżej, stojąc nozdrze w nozdrze z ogromnym potworem. - Nie chcę cię zabić. A "chcę" to było moje pierwsze słowo, więc wiem, co ono znaczy.
< Dapagos? >

Od Blackey cd. Dapagos

W agonii tudzież trwodze, me skrzydła poplątały się, a mój zacny umysł nie był wstanie, aby myśleć, jak na starszyznę przystało. Me ślepca rozwarły się zaskoczone obrotem zdarzeń, po czym z desperackim rykiem runęłam ku murom zamczyska. Me myśli teraz mimoż wszystko, nie krążyły wokół bólu, któryż to nadejdzie z każdą chwilą, lecz błądziły po mych żyłach, gdzie srebrna krew przelewała się wiekami, aby stworzyć w końcu toż żałosne monstrum zwane mną. 
- Masz po co żyć, wiesz o tym, Blackey - głos mego lwa rozległ w mej czaszce, piekącej żywym ogniem, ogniem bólu.
Pokiwawszy nieznacznie głową, zacisnęłam swe puste ślepia, zacisnęłam swe szczęki, mogące skraść komuś życie. Zwinęłam swe ogromne skrzydliska, po czym to, czekałam, aż me cielsko zaryje w ziemię…
- Blackey! Ziemia! Ty również jesteś jej dzieckiem! - Saba warknął.
Ach! No tak, toż to oczywistym było, iż tokowa jest prawda. Nie śmiałam mu zaprzeczać, lecz me serce ścisnęło się z żalu, iż tak go podle traktowałam. Ma dusza łkała lekko przygaszona, jakby czuła, iż jest winna. Me myśli sięgnęły gdzieś głęboko, gdzie to Matka Wieczysta poukładała we mnie swe wszystkie sekrety, Ziemię, któraż to na ente me zawołanie, jest w stanie me rozkazy wykonać. Wtem, wraz z mą my myślą, poczułam, jak zimne odłamki ziemiste tudzież kamyczki z lekka oplatają mą smoczą sylwetkę, tworząc kulę, któraż to z hukiem opadła na skaliste zbocze Twierdzy. Łypnęłam ślepcem, już wyzwolona, na ogromne wrota, prowadzące do tych wszelakich komnat końskich, gdzie spoczywały i ich ciała, i ich dusze. 
- Co zamierzasz teraz zrobić, Blackey? - rzekł Saba w mych myślach.
- Będę strzec, Lwie. Udam się do Centaura.
- Posłucha cię, Blackey?
- Nie jest dane mi znać ów czyn, lecz poznam. Czemu ciągle rzeczesz me imię, Sabo? - zapytałam.
- Gdyż nie może być ci dane, jego zapomnieć, Blackey.
Z mej gardzieli wydobyło się donośne prychnięcie. Me czarne, niczym noc łuski mieniły się we mgle refleksów Księżyca, a puste ślepca wbiły się gdzieś w dal, wodząc po sylwetkach i cieniach. 
- Oraz poszukam owe klacze, któreż to do Piątki Gwiazd należą.
< Dapagos? >

Od Aria"Ne cd Iris

Spacerowałam po polu, było mi nudno, więc zaczęłam myśleć nad super zabawą, ale mój łebek zobaczył wyprostowaną i napiętą klacz, więc musiałam tam podejść i podeszłam...
- Dzień dobry - powiedziałam z uśmiechem, bo znalazłam coś do roboty.
- Witam, chyba jesteś nowa w stadzie. Chyba cię już wdziałam? - powiedziała nie znajoma klacz.
- Tak proszę pani - powiedziałam na razie grzecznie.
Musiałam zapytać czemu ta klacz jest tak napięta. Wydaje mi się, że pani Milka mówiła, że to klacz o imieniu Iris. Zapytam się jej czy się ze mną pobawi.
- Przepraszam czy pani mogła by się z mną pobawić, bo nie znam żadnego rówieśnika i nie wiem gdzie wszyscy są?
Byłam ciekawa czy powie tak bo chciałam żeby ktoś się z mną pobawił bo było nudno i nie dało się nic robić i mam nadzieję że się zgodzi. 
- Przepraszam jak pani przeszkadzam - powiedziałam - na pewno się nie zgodzi - mruknęłam pod noskiem.
< Pani Iris? >

czwartek, 21 września 2017

Od Milki Cd. Iris

- Na chwilę obecną to niemożliwe - odpowiedziałam ze spokojem.
- A kiedyś? - zapytała.
- Może. Jeśli akurat będzie na miejscu - odparłam.
- A gdzie jest? - spytała.
Nie podobała mi się ta ciekawość u niej. Szczególnie w drążeniu tego tematu na co się zapowiadało.
- Na misji - powiedziałam.
- Ahh... Mówił coś kiedy wróci?
- Nie. To dla niego bardzo ważna misja, lecz praktycznie nic mi nie zdradził także nic nie mogę ci powiedzieć odnośnie tego - oznajmiłam mając nadzieję, że to ugasi chęć drążenia tego tematu. - Ale jak się zjawi, powiadomię cię - dodałam jakby na pocieszenie.
< Iris? >

Od Iris Cd. Milka

Milkę? A co ona o mnie wie? Nic... Ja, samotna, niecierpliwa. Ona, mająca mnóstwo przyjaciół i radosna. Opanowana. Wiem, że czasem ma chwilę słabości, gdy potrzebuje pobyć sama, bo wyczuwam emocje. Ale nie jest taka... taka jak ja. Nie jest nikim. 
- Wydaje ci się - rzuciłam ze sztucznym uśmiechem na twarzy. 
Milka uśmiechnęła się do mnie jak do dziecka . Nienawidziłam takich uśmiechów. 
- Nie, nie wydaje mi się - powiedziała z uśmiechem na twarzy. 
Tak. Kiedyś zrozumiem. 
- Milko, chciałabym poznać przywódcę stada - gdy to powiedziałam, klacz zbladła. 
< Milko? >

wtorek, 19 września 2017

Od Shanti Cd Bryza

Jestem bardzo podekscytowana tym że może będę mogła władać ogniem, lecz z jednej strony się boję. Jeszcze nie miałam do czynienia z tą.... taką... No jak ona się nazywa... A no tak! Breeze Fire czy coś takiego.
- Myślisz że się zgodzi? - spytałam Bryzy.
- Mam nadzieję - powiedziała z uśmiechem.
Nagle usłyszałam coś w krzakach. Wytężyłam wzrok i zaczęłam szukać.
- Shanti? - powiedziała zdziwiona Bryza.
- Aaa!- wykrzyknęłam i ze strachu upadłam na tyłek.
Z krzaków wyskoczł zając. Podniosłam się i zaczęłam go gonić.
- Ej! Gdzie lecisz!- krzyknęła Bryza i zaczęła się cicho śmiać, lecz usłyszała tylko.. CHLUP!!!
Obejrzała się i zobaczyła mnie w jeziorku, a królika hop sasającego wokół mnie. Wstałam i zaczęłam brykać i biegać żeby wyschnąć.
< Bryza? >

Od Milki Cd. Breeze Fire ''Wyprawa''

- Co? Chcesz mi powiedzieć, że to co zapewne wymyśliłaś na poczekaniu jest prawdą i że jesteś  zaginioną księżniczką Senopii?
- Wolę określenie następczyni tronu lub jak to wymyślili mieszkańcy - nadzieja Senopii. Co do Twojego pytania to tak. Jestem tą księżniczką jak to nazwałaś - odparłam bez wahania.
Oczy Melissy zrobiły się nagle wielkie ze zdziwienia. Najwyraźniej trudno było jej w to uwierzyć, lecz jakaś cząstka jej mówiła, że to prawda.
- Jak niby mam ci uwierzyć? - zapytała, gdy otrząsnęła się już z szoku.
- A jak ja niby mam ci udowodnić? - spytałam.
- No nie wiem..... Nie za wiele wiem o tej księżniczce.
- Następczyni tronu - poprawiłam ją. - Po za tym to, czy mi uwierzysz to już Twój wybór. Uszanuję oba.
- Nie wierzę w to co powiem, ale wierzę ci. Wierzę w to, że jesteś ksi... następczynią tronu. Sama nie wiem czemu. Chyba strasznie przekonująco to powiedziałam. To zabrzmiało tak szczerze. Po za tym umiałaś to powiedzieć patrząc mi w oczy....
- Cóż, cieszę się - odpowiedziałam uśmiechając się do niej przyjaźnie.
- Ale jeśli okaże się, że kłamałaś to pożałujesz tego - oznajmiła starając się grzmieć groźnie. - Na pojedynku w Lesie Wygnańców - dodała.
- Co prawda cię nie okłamuję, lecz mimo to nie chciałabym z Tobą walczyć. Na pewno nie w tym miejscu.
Zastanawiałam się, czy dziewczyna faktycznie miałaby odwagę walczyć w tym miejscu. Miejscu, które było uważane za najstraszniejsze na całej wyspie. Po za tym samo przebywanie tam było ryzykowne i niebezpieczne, a co dopiero pojedynek tam.
- Boisz się? - zapytała ze złośliwym uśmiechem.
- Prawdziwy wojownik mimo swej odwagi powinien kierować się też rozumem. Czyż nie uważasz, że walka w takim miejscu jak Las Wygnańców może się źle skończyć....
- ... dla jednej z nas.
- Nie. Dla nas obu - poprawiłam ją z poważną miną. - Jeśli faktycznie zależy ci na pojedynku to czyż nie lepiej wybrać inne miejsce? - zapytałam.
Ta przez dłuższą chwilę mierzyła mnie podejrzliwie wzrokiem zupełnie jakby oceniała moje możliwości względem swoich i już planowała ten pojedynek. Zastanawiałam się, czy faktycznie jest na tyle odważna by na ten zaproponowany pojedynek faktycznie się pojawić. Mogła to mówić to tylko po to by sprawiać wrażenie groźnej i odważnej. Niestety nie znałam jej na tyle dobrze by wiedzieć jak faktycznie jest.
- Zgoda - odezwała się w końcu.
Nagle niebo przysłoniły szare chmury. Domyślałam się, że lada moment zacznie padać. Melissa wycofała się i oparła o pień drzewa. Teraz sprawiała wrażenie zmęczonej i zaspanej. Poprawiła kosmyki, które wypadły jej z warkocza i z ciężkim westchnięciem usiadła. W głowie zapaliła mi się ostrzegawcza lampka. Zrobiłam trzy kroki do przodu.
- Wszystko w porządku Melisso? - zapytałam ją.
- Ta... Tak - odpowiedziała zupełnie jakby ziewała.
- Jesteś pewna?
- Tak - odpowiedziała pewniej, lecz głos jej drżał.
- Nie wydaje mi się - powiedziałam i ruszyłam w kierunku dziewczyny.
Z bliska wyglądała jeszcze marniej. Ukucnęłam obok niej i położyłam jej rękę na czole. Mimo bladej cery jaką miała dziewczyna, czoło miała gorące. Wydawało mi się nawet, że ciepło to raz się zmniejsza, a raz zwiększa. Nie podobało mi się to. W ten na czoło dziewczyny wstąpiły krople potu. Odchyliła lekko głowę i oparła o pień. Zamknęła na chwilę oczy.
- Nie - szepnęła. - Nie teraz....
Z dziewczyną wyraźnie coś się działo. Nie wiedziałam co, lecz wątpiłam by ta mi powiedziała. Nie wiem, czy ta wiedziała jak sobie tym szkodzi. Żałowałam, że pilniej nie uważałam na lekcjach zielarskich u Selen. Ta wiedza na pewno by się teraz przydała.
- Melisso! Co się z Tobą dzieje? - zapytałam obawiając się o dziewczynę.
Mimo iż w tej części krainy niebezpieczeństwo płynące z przeszłości nam nie groziły to jednak wciąż pozostały wilki. W ten dziewczyna przekręciła głowę tak by móc spojrzeć mi w oczy.
- Sprowadź Selen...
- Nie mogę cię zostawić. Wilki....
- Już niedługo nie będą mi zagrażać - uśmiechnęła się lekko.
- O czym ty mówisz? - zapytałam zdziwiona.
- Nie znamy się za dobrze i wiem, że to dziwne, ale czuję się jakbym znała cię od lat...
- Też to czuję. Masz rację, to dziwne....
- Jestem soleil de fée. Selen.... Tylko ona będzie mogła mi pomóc.... - powiedziała jakby z trudem.
Soleil de fée.... To uderzyło we mnie mocno. Nie... Ona nie mogła być tym. Gwałtownie wstałam i mimo nagłego bólu cofnęłam się nieco. Selen.... Tylko ona mogła znać prawdę. Ruszyłam biegiem w stronę domku Selen, który na szczęście nie znajdował się niedaleko.
< Breeze Fire? >

Od Bryzy Cd Shanti

- A wiesz nad jakim żywiołem panujesz?
- Nie... - odpowiedziała smutno.
- A masz jakieś moce? - spytałam.
- Niestety nie... - rzekła jeszcze smutniej.
- Hmm... W takim razie musimy sprawdzić w czym będziesz dobra. 
Poszłyśmy do lasu i rozpaliłyśmy ognisko. 
- Spróbuj coś z tym ogniem zrobić. Cokolwiek. Ugasić, pobawić się jego językami... Cokolwiek.
Shanti skupiła się. Ogień powolutku zmniejszał się, aż całkowicie zgasł.
- Brawo! Chyba będziesz miała zdolności ogniste. Cóż, ja niestety w rozwoju tej dziedziny Ci nie pomogę. Ale... Mam koleżankę która się na tym zna. 
Zaczęłam pisać list do Breeze Fire. Ona zna się na ogniu jak nikt inny! Ona nam pomoże! Wezwałam swojego wodnego pomocnika żeby odszukał Breeze i dał jej liścik. 
- Teraz pozostaje nam tutaj czekać - westchnęłam. Spojrzałam na smutną Shanti i dodałam - i bawić się w berka! Gonisz! - dotknęłam źrebięcia. Zaczęłam uciekać, a Shanti mnie goniła. I tak w kółko, i w kółko...
< Shanti? >

poniedziałek, 18 września 2017

Od Ravena Cd Iris

- Co to za pytanie?! - wykrzyczałem skacząc na około Iris. Objąłem ją głową ( z wzajemnością ). 
- Wiesz, że czytam myśli. Jestem silny psychicznie. Ale... Od Ciebie emanuje dziwna magia - energia nieokiełznana. Ona zaburza inne rodzaje magii, w tym moją. - skończyłem i trąciłem pyskiem krzycząc : "berek!" i wiejąc ile sił w nogach. Iris szybko włączyła się do zabawy i zaczęła mnie gonić. Gdy wybiegłem z pałacu śmiejąc się, ujrzałem Milkę. Zobaczyła jak ganiam się z Iris, i popatrzyła wzrokiem: " dobrze że się nim zajęła ". Ganialiśmy się, ganialiśmy, aż się zmęczyliśmy. Wróciliśmy do pałacu. Każdy miał udać się w swoją stronę, lecz nie wytrzymałbym bez niej. Zapukałem w drzwi jej komnaty. Otworzyła z miną " ludzie odczepcie się ", ale gdy zobaczyła że to ja, uśmiechnięta wpuściła mnie. Obejrzeliśmy wspólnie wybrany film, zjedliśmy ulubione przysmaki i położyliśmy się spać.
< Iris? ;D >

Od Dapagos Cd. Iris

- O co chodzi, Dapagos? - zapytała.
- Nic szczególnego - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Przez chwilę wydawało mi się, że słyszę czyjeś kroki, ale to nie koniecznie musiał być jakiś koń. Równie dobrze mogły one należeć do jakiegoś zwierzęcia - dodałam.
- Obawiasz się, że to mógł być jakiś obcy koń?
- Lub też wilk.
- Z wrogiej watahy?
- Niekoniecznie. Niektórzy członkowie mają za towarzyszów wilki. No, ale to nie powód by się na przyszłość zamartwiać - oznajmiłam z uśmiechem.
- No tak...
- Jesteśmy już nie daleko! - powiedziałam. - Słyszę szum fal.
< Iris? >

Od Milki Cd. Iris

Usłyszawszy zmianę tonu klaczy, mimowolnie się uśmiechnęłam. Już czas... Teraz mogę jej powiedzieć. ''Ogarnięcie'' nastroju nie trwało tak długo jak z początku zakładałam. To był powód do uśmiechu. Zdecydowanie lepiej rozmawiać z kimś kto ma akurat dobry nastój, dzień niż z kimś kto był zupełnie odwrotnością tego.
- Mnie - odpowiedziałam bez wahania. - W nieco odleglejszych i wcześniejszych czasach - dodałam.
Domyślałam się, że to na pewno będzie powodem do rozmyśleń klaczy.
< Iris? >

Od Milki Cd. Ashley

- A kto spośród tamtych koników umie latać? - zapytała.
- Mornin, Derar, Honey i Jarzębinka - odpowiedziałam.
- Czwórka to nawet, nawet - powiedziała.
- Masz rację, ale nie jest tak źle gdybyśmy potrzebowali jeszcze więcej chętnych kopyt do pracy - oznajmiłam z uśmiechem.
- Czy chodzi o inne konie? - spytała.
- Nie.
- A więc?
- Mamy jeszcze smoki. Większość członków ma swoje smoki - odparłam.
- Ooo... To dobrze.
- Racja. Na razie jednak trzeba to jakoś zorganizować, a z tym mogą być nie małe problemy. Nie wiemy kto z tych się zgodzi - wyjaśniłam.
< Ashley? >

Od Jarzębinki Cd. Breeze Fire

Po dłuższym czasie usłyszałam pukanie do drzwi i znajomy głosik oznajmujący iż to Breeze. Poruszyłam z radości skrzydłami i powoli zeszłam z łóżka. Gdy moje kopyta dotknęły dębowego drewna, zatrzeszczało ono. Ten jakże przyjemny dźwięk przypomniał mi o mojej '' pracowni '' szamańskiej ukrytej w oddalonym lesie na tych terenach. Ah, jakże fajnie było by coś teraz poeksperymentować choć w sumie.... Choć w sumie sam fakt przebywania tam dostarcza mi wiele radości. Zza drzwi wychyliła się znajoma głowa klaczy.
- Ooo, Breeze - wykrzyknęłam uradowana. - Jak dobrze, że już jesteś. Jestem taka głodna!
< Breeze Fire? >

Od Sognare cd Ravena

– Ymh! A jak ci się żyje w stadzie?  Znasz już dobrze tereny? Mi Milka nie pozwala na niektóre wchodzić, chociaż lubię te niebezpieczne. Szczególnie, jak jest w nich lód! Ale jak dorosnę, to będę chodzić na nie i nie będę musiała jej słuchać.
Ogier uśmiechnął się delikatnie. Nie byłam w stanie stwierdzić, czy było to wymuszone.
– Będziesz musiała, bo jest przywódczynią...
– E tam! Nigdy się nikogo nie słuchałam i wątpię, żebym zaczęła! Może zamieszkam na jakiś opuszczonych, śnieżnych terenach? Są tu takie? Wiesz może?
Ogier nie wyglądał, jakby chciał mi zdradzać takie informacje, więc zadałam inne pytanie.
–  Widziałeś może Drax'a? To taki granatowy ogier z dwoma pasami na grzywie.
Martwiłam się o przyjaciela, bo zniknął przed miesiącem.


< Raven? C: >

Od Milki Cd. Breeze Fire

Bez większego namysłu i wspólnymi siłami otworzyłyśmy drzwi. W porę obie znalazłyśmy się w innym pomieszczeniu, gdy płonąca kolumna runęła z hukiem na ziemię. W powietrze wzbiła się jeszcze większa chmura kurzu i dymu. Usłyszałyśmy krzyki, płacz i kaszlenie. Przez wszystko to jednak jakoś przebił się krzyk królowej.
- Pożałujecie za to! - krzyczała z przerwami kaszlu. - Zapłacicie mi za to!
Gdyby to był Teroyko to zapewne widok jego rozzłoszczonej miny rozśmieszył by mnie, lecz nie jeśli chodziło o Merinę. Myślałam, że ona wciąż pozostanie jaka była. Nie sądziłam by i ją dosięgnął ten urok. Chciałam temu zapobiec, ale jak widziałam na własne oczy - spóźniłam się. Z prawdziwej rodziny mogłam ją już wykluczyć. Nikt mi z niej nie pozostał. Tylko przyjaciele i Selen. Utrata ta mnie bolała, lecz nie było czasu by nad tym rozpaczać.
- Szybciej! - krzyknęła Breeze.
Miała rację. Teraz ważniejsza była Azari. Nie miałyśmy konkretnego celu. Byle jak najdalej od Meriny.
*******
Nie wiem ile biegłyśmy, lecz nagły napad ostrego kaszlu sprawił, że musiałam się zatrzymać.
- Co się dzieje? - zapytała zaniepokojona Breeze.
- To pewnie przez ten ''pożar'' - wydusiłam. - Musimy... odpocząć... - moje nogi same się pode mną ugięły i wylądowałam na ziemi.
- Jesteś pewna? - zapytała.
- Nie. Ja na chwilę obecną nie umiem trzeźwo myśleć - odparłam. - Wybacz - dodałam ciszej.
Korzystając z chwili iż kaszel przestał mnie męczyć, rozejrzałam się dookoła. Chciałam wiedzieć, gdzie obecnie się znajdujemy. Nie mogłam powiedzieć Breeze, że tak naprawdę jedyne miejsce, gdzie możemy bezpiecznie się czuć leży na drugim końcu wyspy. Zresztą pewnie z czasem królowa i tak dowiedziała by się, gdzie jesteśmy. Musiałyśmy jak najprędzej załatwić to miałyśmy i wrócić do zamku.
- Gdzie my jesteśmy? - zapytała Breeze.
- Wydaje mi się, że niedaleko głównego rynku Senopii, w centrum - odparłam widząc w oddali wielki zarys zamku.
- A dokąd zmierzamy? - spytała.
- Na drugi koniec wyspy. To tak otrzymamy tą miksturę dzięki, której odzyskasz Azari - odpowiedziałam.
W tej chwili kaszel znów się odezwał. Trwał jednak znacznie dłużej niż poprzednio i wydawało mi się, że był ostrzejszy. Obawiałam się, że to wszystko przez ten ''pożar'', który spowodowała Breeze w zamku. Sama nie wiem kiedy świat nagle stał się szary, a potem nie było już nic. Co się stało?
< Breeze Fire? >

Od Dapagos Cd. Blackey

Chciałam tu poczekać na powrót Czerliki, lecz jednocześnie obserwować ją z jednego z okna by mieć pewność, że kotka nie stchórzyła, lecz zamiast tego zrobiłam inaczej. Poczekałam aż sylwetka skrzydlatej kotki zniknęła zza rogiem, poczekałam parę sekund, po czym powróciłam na zamkowe korytarze. Moim celem była komnata mojej matki - Milki, przywódczyni tego stada. Mimo iż nie bywałam tam ostatnio często, to pamiętałam gdzie się znajduje. W sumie trudno było takową komnatę przegapić. Znajdowała się na najwyższym piętrze, na końcu korytarza. Trzeba było przejść cały korytarz i minąć wiele pustych sali by w końcu dotrzeć pod ozdobne drzwi komnaty Milki. Zanim odważyłam się zapukać, wzięłam kilka głębokich wdechów. Dopiero potem zapukałam. Drzwi otworzyły się od razu, jakby tylko czekały na moje przybycie. Poczułam się dziwnie.
- Dapagos? - po minie siwej klaczy zauważyłam, że była ona niemało zdziwiona mym przybyciem.
- Mamo.... - zaczęłam.
- Coś się stało? - spytała.
- Nie - odpowiedziałam. - Chciałabym cię przeprosić.
- Przeprosić? - zapytała zdziwiona. - Za co?
- Za to, że nie potrafiłam zrozumieć twoich zniknięć i tego jak potrzebowałam samotności....
- Aaa.... O to chodzi - chyba zrozumiała.
- Za to chciałam cię przeprosić. Już rozumiem czemu to robiłaś.
- Aaa... To dobrze - usłyszałam tylko.
- I tyle? - zapytałam nieco zawiedziona. - Tylko tyle? - powtórzyłam.
Spodziewałam się czegoś więcej. Czegoś bardziej oryginalnego. Nawet wzmiankę o dorastaniu i rozumieniu bym zrozumiała. Nawet przyjęła pytanie jak to się stało, a tu słyszę tylko zwykłe ,, to dobrze ''? Nastającą ciszę przerwał smoczy ryk. To mogło oznaczać jedno - Blackey.
< Blackey? >

Od Bryzy Cd Breeze Fire

- Ja Ciebie też. - odpowiedziałam z uśmiechem, bo w końcu kogoś poznałam. - Do twarzy Ci w tym ogniu - przyznałam.
- A Tobie w wodzie - odrzekła uśmiechnęła się, i zaczęłyśmy się śmiać. Spróbowałam wyczuć jej myśli. I odczytałam...
- Breeze Fire, widzę że odczuwasz ból. I że... Charakterem przypominam Ci Azari...
- Skąd znasz jej imię? - spytała zdziwiona.
- Jak to skąd? Przyjaźniłam się z nią jak była źrebakiem. Nie pamiętała mnie - prawda? Jej matka na dnie wód przepuszczałe piękne tęczowe kolory. A ja w wolnym czasie bawiłam się z Azari. Była cudowna. Jednak musiałam opuścić wodę i widzę że zanim dołączyłam... Azari umarła... - skończyłam smutno i wtuliłam się w Breezy, lekko gasząc ją wodą. Myślałam że odsunie się - jednak ona wtuliła się we mnie dzieląc się swym ciepłem. Moje oczy zrobiły się wilgotne, i uroniłam dwie łzy. Jedna zatrzymała się na ciele Breeze, a druga spadła na ziemię, gdzie wsiąkła w glebę. 
< Breeze Fire? :) Przepraszam że krótkie - ale nie wiem jak się zachowasz >

Od Ravena Cd Milka

Ona? Czy ten intruz rozmawiał z koniem? Ona rzuciła mi wyzwanie? Ruszyłem z kopyta. Cwałem. Szybko wyprzedziłem rywalki - lecz nie na długo. One również przyspieszyły do cwału. Biegłem szybciej i szybciej, aż w końcu wyprzedziłem złotą czterokopytną. I to sporo - dziewczyna siedząca na niej bardzo się zdziwiła - jakby nigdy nie widziała normalnego cwału. Zauważyłem ustaloną linię mety więc przestałem ruszać nogami i stanąłem w miejscu. Poczekałem trochę aż dziewczyna przejedzie linię końcową - nadal zdziwiona patrzyła na mnie. Zarżałem próbując powiedzieć: o co ci chodzi? - lecz ludzie nie rozumieją końskiej mowy. Zacząłem skubać pobliski mech.
- Ravi, chodź - powiedziała dziewczyna zsiadając ze swojego konia i podpinając mi uwiąz. Z powrotem wsiadła na zwierzę i poszliśmy stępem do naszego wcześniejszego miejsca pobytu. Dziewczynę jakby natchnęło.
- Raven, wiem co z tym zrobić - powiedziała wskazując na przedmioty które tajemniczo pojawiły się nocą - i Cię wyleczyć. 
Ooo, bawimy się w zaklinacza koni? Brrr - przeszłość znowu przemknęła mi przed oczami. Zaprowadziła mnie do zagrody. Na płocie zawiesiła sprzęt: czaprak, gąbeczkę, siodło, ogłowie, ochraniacze, bacik, bat do lonżowania, lonżę, sznur i smakołyki. Tum razem to był zwykły sznur - nie ten magiczny. Wzięła ogłowie i podeszła do mnie. Położyłem uszy i chciałem uciec, ale byłem zamknięty - więc jedynie zrobiłem kółko galopem. 
- Czyli musimy zacząć od podstaw - jęknęła.
< Milka? >

Od Regema cd. Iris

Popatrzyłem stanowczo na Iris, a ta drgnęła z przerażenia. Spała. Krótko, ale spała. Nasuwam głębiej pelerynę, spoglądając na łopatkę klaczy. Widniała na niej lekko wypalona sierść. Zmarszczyłem brwi, zamykając ciężkimi powiekami przekrwione oczy. Nakazałem Iris wstać, a ta z lekkim przestrachem wstała, niemalże natychmiast. Aby spojrzeń prosto na znak, musiałem lekko się schylić, gdyż byłem nad wyraz wysokim koniem. Na łopatce klaczki widniały słowa po łacinie. 
- Idźże w ramiona Śmierci - odczytałem na głos, z lekkim zastanowieniem.
- CO?! - Iris spojrzała prosto w mój pysk roztrzęsiona.
- Spokojnie, kiedyś zarośnie - mruknąłem spod peleryny. - Koniec tego dobrego, trzeba iść dalej.
- Dalej?! Ktoś mi wypalił niemalże wróżbę śmierci, a ty, Regemie, każesz mi spokojnie iść przed siebie?
Odwróciłem się nieznacznie i sapnąłem cicho.
- To nie wyrok śmierci - przewróciłem oczami. - Każdy kto jest Dzieciem Ognia ma wypalone motto na sierści. Ja, mimo iż jestem Ojcem, miałem "Jakżem za tobą tęsknił, droga Śmiercio".
Iris pokręciła łbem, wbijając wzrok w ziemię. Widziałem w jej karmelowych oczach łzy. Bolały mnie te łzy. Cichaczem podszedłem do niej i lekko przywarłem, jakby przytulając ją.
- Nie masz co płakać - złagodniałem. - Jeszcze przyjdzie czas na łzy. - Co ci się śniło?
- A to ma jakieś znaczenie? - zapytała.
- Ogromne.
< Iris? >

Od Ashley cd. Raven

Obruszam się lekko i kładę uszka po sobie. Tego ogiera wypadałoby wychować - mruczę w myślach. Spoglądam szczypiącymi blaskiem oczami na profil ogiera, a ten niewzruszenie patrzy na mnie. Prycham delikatnie, jak na damę przystało i odpowiadam:
- Wytrawny kłamca wie, że najlepszym kłamstwem jest powiedzenie prawdy, pomijając poszczególne wątki, Ravenie - nagle mój głosik staje się szorstki i zdecydowany - a ja, nie jestem kłamcą.
- Czyżby? To powiedz prawdę.
- Przypominasz Sombrę, też jest arogancki - dodaję z lekką złośliwością - byście się dobrali, dwa wredne dzidy - chichoczę.
- Słucham? - po oburzeniu w głosie ogiera poznaję, iż troszkę przesadziłam. Poważnieję.
- Wybacz mi - unoszę dumnie łebek. - Wracając, jeśli mi nie wierzysz… Mój róg świeci się przy każdej, magicznej, żywej, bądź nawet martwej istocie i nigdy nie przestaje… Jest krzywy, bo… Wolałam wiewiórki od bycia przywódcą swojego stada. Co do twojego drugiego pytania… Mogę ci się przydać.
- Niby jak? - Raven prycha z pogardą i śmiechem.
Uśmiecham się nieśmiało pod chrapką i dotykam pierwszego lepszego korzenia swoim rogiem. Blask z lekkością przechodzi na martwe drzewo, a z niego nagle dochodzą przykre żale. Nagle, powietrze tuż obok Ravena, przecina cudze kopyto, wiszące w powietrzu.
- To mój nekromanta - patrzę radośnie na Ravena - trochę się wstydzi… Chodź, Przyboju! - zwracam się do niego.
Naszym oczom ukazuje się poharatana i zgniła noga, a kości przylegają do wychudzonych boków. Przybój jest obrzydliwy, a zgnilizna wokół niego rozprzestrzenia się z zabójczą prędkością, psując wszystko an swej drodze. Szybko zaprzestaję zaklęcia i magią każę nekromancie odejść.
- Był moim bratem, ale teraz zabija na każdy mój rozkaz - szybko tłumaczę. - Jestem strażniczką sekretów stada… Jeśli je znasz, powinnam cię bacznie obserwować. Kto to Iris? - pytam.
- Proszę?! - ogier jest wyraźnie zaskoczony.
- Ciii, bo jeszcze ktoś nas usłyszy - uśmiecham się przyjacielsko. - Iris. Ciągle o niej myślisz.
< Raven? Dziękuję mojej siostrze (equestria) za pomoc w sztuce nekromancji ^^ >

Od Aria'Ne Cd. Milka

- To chodźmy - odpowiedziałam z uśmiechem.
Na pysk klaczy też wpełzną uśmiech. Gdy szłyśmy korytarzem, z jednej komnaty wyszła gniada klacz w zielonej pelerynie. Spojrzałam na klacz dużymi błękitnymi oczami. 
- Milko, kto to jest? - zapytała gniadoszka.
- Och, Iris... to jest nowa klaczka w stadzie. 
- Mam na imię Aria'Ne. Miło mi cię poznać... - zawahałam się chwilę - Iris.
- Och, mi też - odpowiedziała sarkastycznie Iris. 
- To, może my już pójdziemy, mamy sprawę do załatwienia - powiedziała Milka.
- Pani Milko, długo jeszcze będziemy iść? -zapytałam.
- Jeszcze chwilkę - powiedziała i wysłała przepraszający uśmiech do Iris.
- A ta chwilka ile trwa? - zapytałam z zniecierpliwieniem.
< Pani Milko? >

Od Iris Cd. Dapagos

- Bardzo ci dziękuję, Dapagos - odparłam sarkastycznie, odrzucając maskę sztucznej obojętności. Myślałam, że klacz naprawdę chce mi pomóc, ale najwyraźniej się myliłam. Klacz spuściła trochę łeb, ale nie odpowiedziała. 
- Ruszamy, Dapagos? - zapytałam ją.
- Tak - odpowiedziała. 
Mijałyśmy drzewa, jezioro i jaskinię, gdy Dapagos zatrzymała się. Odwróciłam łeb w jej stronę i zapytałam.
- O co chodzi, Dapagos?
< Dapagos? >
© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.