poniedziałek, 20 listopada 2017

Od Milki Cd. Breeze Fire

Dzięki powrotu pamięci, tych elementów których brakowało, wiedziałam jak iść by dojść trafić do jego komnaty. Takowa miał dwie. O jednej wiedzieli przeważnie ci, którzy w tym dziwnym ''domu'' się znajdowali, zaś o drugiej już nieliczni. Postanowiłam, że najpierw udam się do tej pierwszej, gdyż miałam silne przeczucie, że ktoś mnie obserwuje. Nie chciałam ryzykować by ktoś dowiedział się o tej drugiej komnacie, także pospiesznie udałam się w kierunku pierwszej. Znajdowała się ona na pierwszym piętrze. Z tego co pamiętałam, prowadziły do niej zwyczajnie wyglądające brązowe drzwi. Zapukałam parę razy w drewnianą powierzchnię drewna, nadsłuchując przy tym. Dopiero, gdy zza drzwi dobiegł znajomy, jakże dawno nie słyszany głos mistrza, położyłam dłoń na złotawej klamce. Wzięłam głęboki wdech i popchnęłam lekko drzwi. Mimo półmroku panującego w komnacie, dostrzegłam sylwetkę mistrza przy stole. Wyglądało na to, że coś pisze. Niewielkim źródłem światła było parę pochodni rozwieszonych w każdym kącie komnaty.
- Mistrzu...
- Wejdź śmiało, moja droga.
Mimo jego jak zwykle optymistycznego nastroju, znów naszła mnie myśl, czy aby na pewno powinnam tu teraz być. Przecież nawet jeśli się podpytam to mistrz i tak sam zgadnie o co chodzi. Nie chciałam też by się i on zmartwił, ponieważ kolejny widok zmartwienia na czyjeś twarzy sprawi, że ten strach wewnętrzny we mnie urośnie na pewno. Zamknęłam drzwi jak najciszej się dało i stanęłam parę kroków od niego.
- Co cię tu sprowadza? - zapytał, lecz wzroku nie podniósł.
- Potrzebuję rady dla... dla mojej znajomej - odpowiedziałam nieco zamieszana.
Wiedziałam, że muszę bardzo starannie dobierać słowa by mistrz nie domyślił się, że go okłamuje, a w odróżnieniu prawdy od kłamstwa był mistrzem.
- Czemu Twoja znajoma nie może tu przyjść sama, a Ciebie do mnie przysyła?
- Boi się Ciebie mistrzu. Nawet zbliżyć się nie chciała do ''domu'' tego. Wciąż to mawiała coś o jego złej aurze - odpowiedziałam.
To akurat przyszło mi z łatwością, lecz gdy zobaczyłam jak mistrz podnosi głowę, zamarłam. Teraz kłamanie przyjdzie o wieleee trudniej.
- Pamiętasz co kiedyś powiedziałem ci o takich istotach? - zapytał, a ja przytaknęłam.
- Tylko, że ona wcale mroku w sobie nie ma.
- Niech cię pozory nie mylą, moja droga - powiedział ostrzegawczo. - Skoro widzi złą aurę tego miejsca, najpewniej kłamie lub sama ją stworzyła, skoro i ty ją dostrzegłaś.
- Nie sądzę - odparłam zdecydowanie. - Znam ją zbyt dobrze.
- No cóż... Skoro tak twierdzisz to opowiedz mi o jej problemie - oznajmił, a mnie zdziwiło wtedy to jak łatwo się poddał w dalszym drążeniu tej sprawy.
Czyżby zaczął coś podejrzewać? Zwykle, gdy cokolwiek z mroku pojawiało się w okolicy, on interweniował. Czemu teraz uległ? Zaczęłam obawiać się iż on wie, że sprawa wcale tej znajomej nie dotyczy, a mnie. Musiałam jednak cokolwiek wiedzieć o tym dziwnym zjawisku.
- Pewnego dnia spotkałam ją na spacerze. Płakała. Powiedziała coś o klątwie. Połowa jej twarzy była dziwnie szara, jakby martwa, ale nie do końca, jakby ze stali. Tęczówki oka po tej stronie były czerwone.....
- A to dziwne.
- Co takiego? - zapytałam z obawą.
- Bo ja kiedyś też spotkałem taką dziewczynę w młodości. To faktycznie była klątwa, jednak to jak jej zapobiec niestety nie do końca wiem. Co prawda próbowałem już, ale jak na razie nie dało to pożądanego rezulatu. Najgorsze było to, że nie mogłem znieść widoku jak ta dziwna szarość ją ogarnia, a oczy przybierają czerwoną barwę zamiast tych tak pięknych niebieskich.
- Co takiego się z nią stało?
- Odeszła stąd. Nie mogła tak żyć jak to sama powiedziała. Po za tym wszyscy z królestwa uważali ją za potwora, gdyż i charakter uległ jej zmianie.... - mistrz spuścił głowę, którą to oparł na splecionych dłoniach.
- Przykro mi. Zapewne była dla pana ważna - zwróciłam się do niego położywszy dłoń na jego ramieniu.
- Taki sam los spotka zapewne i twoją wymyśloną znajomą - odparł.
- Zapewne.... - przytaknęłam, lecz przypomniawszy sobie jego słowa, odeszłam parę kroków mówiąc: Wymyśloną?
- Dobrze wiem, że ta sprawa jej nie dotyczy, a ciebie - powiedział podnosząc powoli na mnie swój wzrok zielonych oczu.
Zamurowało mnie. Jasne było, że mistrz od początku to wiedział. Jak mogłam tego nie wiedzieć?
- Nie chcę by taki los cię spotkał, ale.....
- Nie! Tak nie mogę skończyć! - wykrzyknęłam przejęta, a po policzku poczułam gorącą łzę.
- Jesteś jedyną i prawdopodobnie nadzieją Senopii, znajdziemy na to sposób - powiedział starając się brzmieć przekonująco, ale w tej chwili trudno mi było w to uwierzyć.
- Nie ma na to czasu - opadłam na drugie krzesło, a twarz ukryłam w dłoniach.
- Nie możesz czuć się pokonana. Jest nadzieja.
- Niby jaka?
- Zanim mą znajoma całkowicie los mi odebrał trwało to trzy tygodnie.
- Super! Trzy tygodnie do tego by stać się całkowitym dziwadłem tej wyspy - byłam oburzona i załamana.
Nie tak miała potoczyć się ta wyprawa. Nie tak...
< Breeze Fire? >

niedziela, 19 listopada 2017

Od Milki Cd. Breeze Fire ''Wyprawa''

- Nie mam pojęcia - odezwała się po chwili.
- Każdy koń, nawet ten magiczny wciąż jest koniem, a te przepadają za pewnym niezwykle słodkim smakołykiem...
- Chodzi ci o cukier? - zapytała.
Przytaknęłam.
- I to ma nam pomóc? - nie do wierzała.
Ponownie skiwnęłam głową na znak, że ''tak''. Ta westchnęła głęboko, po czym zapytała:
- To jak brzmi twój plan?
- Przy pomocy cukru musimy zaprowadzić piątkę końskich bóstw do Lasu Wygnańców, gdzie będzie czekał na nie portal. Tam już tylko wystarczy by te dotknęły portalu, a ten odeśle je do ich królestwa i przywróci dawny wygląd - odpowiedziałam.
- To takie proste nie będzie. Tyle rzeczy może pójść nie tak - powiedziała.
- Ale trzeba być dobrej myśli, chociaż spróbować....
- To dość wielkie ryzyko - przyznała, a ja widziałam jej nieprzekonanie.
- Nie musisz mi pomóc jeśli nie chcesz...
- Oszalałaś?! Nie zostawię cię samej w tej sytuacji - powiedziała udając oburzoną.
- Dzięki - uśmiechnęłam się do niej, a ta również ten gest również odwzajemniła.
Nagle przeniosła wzrok za mnie i zwęziła oczy jakby czegoś bacznie wypatrywały. Zaraz potem zauważyłam jej zdziwienia na twarzy.
- O co chodzi? - zapytałam, gdy ta po dłużej chwili zdziwienia się nie odezwała, nie wytrzymałam.
- On znowu tu jest - odpowiedziała.
- Kto? - zapytałam zaskoczona.
Ta wskazała mi jednak na coś za mną. Odwróciłam się i rozejrzałam. Po za wieloma pniami drzew iglastych nic nie zauważyłam.
- Ja tu nic nie widzę - odparłam.
- No jak to? - usłyszałam jej oburzony głos. - On jest tam za tym najniższym drzewem - dodała.
Jeszcze raz rozejrzałam się, lecz mimo to niczego nie dostrzegłam.
- Jak to możliwe, że ty go nie widzisz, a ja widzę? - zapytała.
- Nie mam pojęcia - powiedziałam. - Chyba, że on się przede mną chowa, a kiedy nie patrzę jest i dlatego go widzisz - dodałam.
- Sprawdzimy to, teraz - szepnęła. - Spójrz w prawo.
Tak też zrobiłam. Tym razem tą tajemniczą postać udało mi się dostrzec. Postacią, którą zauważyła Mel był chłopak. Miał on krótkie, blond włosy potargane jakby przedzierał się przez Łękę Poor. Ubrany był zupełnie jak nastolatki z Ziemi. Nie przypominał tutejszego mieszkańca. Gdy jednak spojrzał na nas swoimi nienaturalnie zielonymi oczami, coś wewnątrz mnie kazało mi na niego uważać. Choć stwarzał pozory zwykłego ziemianina, nie sądziłam by nim był.
- Mówiłaś, że widziałaś go już drugi raz? - zapytałam dziewczynę, odwracając się do niej, lecz...
Nie zauważyłam jej. Odwróciłam się by ponownie spojrzeć na tajemniczego przybysza, chcąc tym samym upewnić się, czy nie ma on przypadkiem czegoś wspólnego z jej zniknięciem. Jednak gdy dostrzegłam jak Mel z nim rozmawia, odetchnęłam z ulgą. Nic jej nie było, przynajmniej na razie. Gdy brązowowłosa odwróciła się i krzyknęła bym podeszła, zawahałam się. Coś mi mówiło, że z tym chłopakiem jest coś nie tak, ale co? Tego niestety nie wiedziałam.
< Breeze Fire? >

Od Breezy Fire cd. Milka

Spojrzałam na Milkę i wyszczerzyłam się w uśmiechu.
- Nic cię istotnego nie minęło - odpowiedziałam.
- Wiele po prostu się o was dowiedziałem - Martin uzupełnił moją wypowiedź.
- Tak? - Milka odwzajemniła uśmiech.
Pokiwałam głową, intensywnie patrząc się w twarz mojej towarzyszki, którą skrywała niezwykle interesująca maska. Krępującą ciszę przerwał głos Martina:
- Skoro jesteście magiczni (jak i my), to umiecie czarować, prawda? Oprócz tych żywiołów?
Milka zerwała się nagle i poprawiła maskę. Zeskoczyła z posłania, bo oto skrzypnięcie głównych drzwi dało o sobie mocno znać. Alex oznajmiła, że musi się udać i porozmawiać z mistrzem. Wybiegła, zamykając drzwi od komnaty.
- Tak - postanowiłam zignorować nietypowe zachowanie przywódczyni - umiemy czarować.
- A jak?
Od niechcenia sprawiłam, że dzbanek z wodą lewitował w powietrzu.
- Tada! - krzyknęłam sarkastycznie.
- Martwisz się o nią? - Martin niepewnie zabrał głos.
- O Alex?
Pokiwał głową.
- Yhym - zacisnęłam usta w wąską kreskę. - Po co jej ta maska.
Chłopak wzruszył ramionami i wbił swoje oczy w posadzkę.
- A o Azari?
- Tak - syknęłam - czemu się pytasz.
- Bo to normalne, że ludzie się martwią. Konie też raczej to czują, co nie?
- A żebyś wiedział. Szczerze, nie sądziłam, że ona jako pierwsza, nigdzie wyżej położony koń, wyciągnie kopyto w odpowiednim momencie, aby mi pomóc. Teraz Milka się dziwacznie zachowuje i się o nią martwię, a czasu coraz mniej.
- I tak wam ułatwiliśmy zadanie.
- Na tyle i się udało - skrzyżowałam ręce, rzucając sceptycznie.
- Dobre i to.
- Niby tak - sapnęłam.
Poprawiłam się na łóżku i postanowiłam zmienić ubiór z tej okropnej sukienki na coś lżejszego. Na coś bardziej w moim stylu. Miałam na sobie czerwoną koszulę z podwiniętymi rękawami i ciemne spodnie, które w miejscach, gdzie znajdowały się szwy miały siwe plamy. Do tego czarne oficerki z jagnięcej skóry. Mruknęłam coś pod nosem.
- Wróć Milko - szepnęłam.
< Milko? >

Od Breezy Fire cd. Milka "Wyprawa"

(UWAGA! drastyczne!)
Dopiero po chwili dotarło do mnie to, co zrobiłam. Rozdziawiłam pysk w niedowierzaniu, a liście syknęły i zaskwierczały pod moimi kopytami. Pierwszy raz nie mogłam patrzeć na martwą istotę. Krew lśniła na zimnej ziemi, plamiąc jeden z kamieni. Mózg wilczycy stracił swoją dawną konsystencję i wydostał się z czaszki. Pokręciłam łbem, wycofując się do tyłu.
- R-regem?! - pisnęłam.
Ogier zarzucił głębiej pelerynę. Patrzył się cały czas na martwe ciało zwierzęcia.
- Rozprułaś jej brzuch - stwierdził spokojnym głosem.
Spojrzałam w ziemię. Moje pasy zajaśniały ognistym blaskiem.
- Nie obrazisz się, jak wezmę jej serce? - mruknął do mnie.
- Nie.
Kiedy ogier rozdzierał płaty skóry wilka chciało mi się wymiotować. Słyszałam charakterystyczne, tłuste odgłosy wyciągania wnętrzności. Po chwili Regem podszedł do mnie, magią ściskając organ. Krew rozbryzgała się na jego kopyta, a na piersi miał jakąś żółtawą substancję.
- Niedobrze mi - jęknęłam.
- Breezy…
- NIE JESTEM BREEZY - ryknęłam.
- Widziałaś już na pewno gorsze rzeczy - wyciągnął do przodu szyję.
- Po co ci to serce? - zmieniłam szybko temat.
Regem nie odpowiedział, jedynie spojrzał na skradzioną część wilczycy i uśmiechnął się niewyraźnie. Wsunął sobie jeszcze ociekający organ pod pelerynę, naciągając głębiej płaszcz.
- Po co? - zapytałam ponownie.
- Aby pokonać te Bóstwa - odpowiedział.
- Jakie bóstwa?
- Radzę ci napisać do Milki - mruknął.
Wzdrygnęłam się po raz ostatni. Miałam wrażenie, że teraz mój każdy krok jest na wnętrznościach, a krew była niebem. Powstrzymałam odruch wymiotny. Potrzebuję być Breezy Fire, wmawiałam sobie w myślach, tą silną Breezy Fire, która obiecała Milce zobaczyć, co też się dzieje. Jak się strasznie o nią martwiłam.
- Gdzie jest mój orzeł? - wybełkotałam.
- Kto?
- Orzeł, moja druga zwierzęca połówka.
- A gdzie miał biec? - powiedział basowo. 
- Do Milki.
- Milka go znajdzie.
< Milko? >

Od Shanti Cd. Sombra


Westchnęłam i spojrzałam w pełne głębi oczy ogiera, poczym spuściłam głowę.
- Była... zimna. Miała takie, takie... - i w tym miejscu przerwałam.
- Co miała? - spytał.
- Te jej oczy, miała takie smutne tęskniące oczy. Przypominała mi kogoś.
Nagle stanęłam nieruchomo i nastawiłam uszu. Słuch miałam dość dobrze wykształcony, dlatego dało się słyszeć... jakby... dyszenie.
- Shanti? - spytał zaniepokojony ogier.
Nie zareagowałam i dalej stałam nie ruchomo.
- Shan...
- Ciiii... - przerwałam.
- Nie jesteśmy tu sami.
Sombra spojrzał na mnie zaniepokojony. Wtem w zaroślach ujrzałam rozszerzone szarobiałe chrapy klaczy. Ta wyłoniła się zza krzewów, gdyż wiedziała że jej kryjówka została odkryta.
- Kim jesteś?! - powiedziałam wystraszonym głosem.
Klacz nie odpowiedziała. Wolnym krokiem zmierzała w naszą stronę. Dopiero gdy się jej przyjrzałam, zobaczyłam że nie jest skupiona na mnie. Miała pełne oczy złości.
- Sombra? - spytałam szeptem.
- Tak? - ogier przełknął ślinę.
- Ona... chyba jest skupiona na tobie - powiedziałam patrząc ogierowi w oczy.
- Nie lękaj się Shanti. Tobie nic nie zrobię - powiedziała ''zjawa'' szorstkim głosem i spojrzała na Sombrę.
- Zostaw nas w spokoju - powiedziałam i stanęłam przed Sombrą.
Klacz stanęła i odeszła w las.
- Chyba nie wró... - przerwałam gdyż upadłam na ziemię z nieruchomymi nogami
< Sombra? >

piątek, 17 listopada 2017

Od Sombry cd. Dapagos

Krzaki zaszeleściły nieprzyjemnie. Zauważyłem, że Wateranne marszczy nos, a raz go rozluźnia. Warczała trzy krótkie, basowe kombinacje, po czym dwa wysokie. Klaviush też zgrzytał zębami, lecz ze strachu wsunął się za mnie i za Dapagos.
- To chupakabra - szepnąłem. - Bestia z dawnych podań. Podobno gustuje w kozach.
- Skąd to wiesz? - klacz syknęła równie cicho jak ja.
- Wateranne i wilk - odpowiedziałem, szykując się na atak - jak pracujesz ze zwierzętami, zauważysz, że na każdego wroga mają odpowiedni kod.
Moja towarzyszka nie odpowiedziała, jedynie się wzdrygnęła. Odsunęła się jeszcze o parę metrów, nie spuszczając z oczu krzaków. Rozległ się zza nich okropny ryk, a po chwili ogromna sylwetka dzikiego zwierzęcia wypadła w puste miejsce. Miało wypłowiałą, lekko fioletową sierść, a zielone oczy raziły gryzącym blaskiem. Stwór był piekielny, jak w sumie każda chupakabra. Widziałem w swoim życiu tylko jedną, kiedy wija się wściekła w jednej z klatek podziemia…
< Dapagos? Sorry, że takie krótkie ;/ >

Od Sombry cd. Iris

Poczułem jak klacz zsuwa mi się z boku, a po chwili dosłyszałem ogromny huk. Iris padła na podłogę, zupełnie nieobecna. Trochę byłem przerażony, ale każda sekunda była na wagę złota. Postanowiłem ją jak najszybciej przenieść do komnaty. Oparłem ją sobie na łopatce, po czym ruszyłem długim korytarzem. Po kilku drzwiach do komnat innych koniu zauważyłem swoje. Otworzyłem je zdecydowanie i jak najszybciej było to możliwe ułożyłem klacz jak najbliżej stołu, na miękkim dywanie. Konie nie mają łóżek, z resztą nigdy ich nie miały… Nad posłaniem jak zawsze widniał obraz przedstawiający taflę wody o krwistym odcieniu. Naprzeciw wisiały półki z groteskowymi książkami o praktykach czarnej magii i przeróżne eliksiry. Na narożnikach ścian znajdowały się czaszki rogatych stworzeń, a tapeta w niektórych miejscach była zadrapana. Śmierdziało tu jak zwykle dymem palonych pergaminów (prawdopodobnie przez obecność smoków), a na stole panował okropny bałagan. Z hukiem położyłem na nim sakiewkę z nożami. Kilka przedmiotów różnego pokroju stoczyło się z mebla na posadzkę. Magią pomogłem sobie w poszukiwaniu upragnionego zwoju, unosząc rzeczy w górę i w dół.
- Już… - szepnąłem sam do siebie. - Jad smoka bawarskiego… miło - syknąłem zdegustowany. 
Rzuciłem się w kierunku klaczy. Nim ją wyleczę, niech się obudzi.
- HALO! ŚPIĄCA KRÓLEWNO! - ryknąłem.
< Iris? >

Od Sombry cd. Bryza

Podniosłem się z ziemi i wyprostowałem, chcąc mimo wszystko ocalić swoją godność, którą odeprało mi błoto. Jednak i przez nie moja krwistoczerwona sierść wydostawała się gdzie-nie-gdzie.
- Bardzo przepraszam - usłyszałem.
- Nic nie szkodzi…
- Jestem Bryza - dopiero teraz spojrzałem na klacz, jej głos był ściśnięty.
Była ona dość smukła, a ciemna grzywa spływała jej po szyi przeplatana błękitną wstążką. Zauważyłem, że sylwetka wyglądała, jak odbicie tafli jeziora. Wyszczerzyłem się do niej, otrzepując sierść z błota.
- Sombra - powiedziałem. 
- Wiesz… - przełknęła ślinę na tyle głośno, że to dosłyszałem - … że masz kwiaty w grzywie?
Zamarłem. Czułem, że zaraz wszyscy moi przodkowie zapadną się za mnie ze wstydu. Chciałem w jakikolwiek sposób się ich pozbyć, kłapałem nawet w powietrzu zębami chcąc usilnie je zdjąć. 
- Mogę? - gładki głos klaczy rozległ się tuż obok. Zrozumiałem, że chciała pomóc.
- Jeśli masz czas… będę wdzięczny - rzuciłem.
- Czas nie jest istotny.
- Ale można go ukraść - znowu pojawił się na moim pysku uśmiech. - Jesteś najadą? Kelpie?
< Bryza? >

Od Sombry cd. Shanti

Popatrzyłem się na klacz i uśmiechnąłem się rozbawiony. Pokręciłem przecząco łbem.
- Nic nie widziałem - odpowiedziałem. - Wiesz… te lasy są ostatnio dziwne. Milka z resztą prosiła o sprawdzenie, czy żadne gazy nie wydobywają się z ziemi…
- Nie wierzysz mi, prawda? - Shanti uniosła łeb, chcąc mi spojrzeć w oczy.
- Wierzę - mruknąłem.
Odwróciłem się i ruszyłem powoli w swoim kierunku. Ostatnio dziwne rzeczy się działy, a nawet smoki coś ostatnio zaczęły dramatyzować w swojej gwarze, że są jednak istoty zdolne je pokonać. 
- Stój! - krzyk klaczy poniósł się echem po pniach drzew. - Jakie gazy?
- Toksyczne - obróciłem łeb w stronę klaczki, tajemniczo wyszczerzając pysk. - Według prymitywnych wierzeń, to one stwarzają halucynacje.
- Ale ona ch… chodziła! - Shanti nabrała nagle śmiałości.
- Już mówiłem, wierzę ci z całego serca. Opowiedz mi coś o tym więcej w takim razie…
< Shanti? >

środa, 15 listopada 2017

Od Iris Cd. Milka

- Nie ... nie mogę ci powiedzieć ... - powiedziałam cicho, ale niesłychanie szybko. 
- Iris, to bardzo ważne - powiedziała Milka, patrząc na mnie poważnie.
- Nie, Milko, nie mogę, przestań - powiedziałam patrząc w podłogę. 
Jeśli bym jej powiedziała, czekały by mnie poważne konsekwencje. 
- Iris.... - zaczęła Milka. 
- Nie twoja sprawa - powiedziałam oschle, patrząc na nią chłodnym wzrokiem. 
Na moje słowa Milka speszyła się lekko, ale kontynuowała swoją wcześniejszą wypowiedź. 
- Iris, to bardzo ważne. Zamek może być w niebezpieczeństwie. 
- Nie, nie będzie! - wybuchłam. - Daj mi spokój, muszę pomyśleć - krzyknęłam zirytowana. 
- Nie - powiedziała Milka. 
Szybkim ruchem zarzuciłam sobie na ramię pelerynę, do jej kieszeni wrzuciłam sztylet i naszyjnik i wybiegłam z komnaty, pozostawiając osłupiałą Milkę w jej środku. 
< Milko? >

wtorek, 14 listopada 2017

Od Shanti Cd. Sombra

Szłam wzdłuż strumienia wpatrzona w niebo, kiedy ujrzałam smukłą końską sylwetkę. Podeszłam bliżej żeby lepiej przyjrzeć się przybyszowi. Był to ogier o krwisto - ognistej maści.
- Dzień dobry - powiedziałam do ogiera z uśmiechem.
- Witaj, jak Cię zwą? - zapytał.
- Shanti.
- A Ciebie?
- Jestem Sombra - odpowiedział ogier.
Uśmiechnęłam się i stałam w milczeniu. Mimo iż jestem nieco gadatliwą klaczą, nie wiedziałam co powiedzieć.
- Ymmm..... Śpieszę się - powiedziałam do ogiera, po czym skręciłam w byle jaką ścieżkę.
- Chyba szłaś tędy - powiedział z uśmiechem wskazując ścieżkę na przeciwko.
- Eeee.... No tak - powiedziałam zakłopotana i poszłam dalej.
- Ufff... - jeszcze bym coś palnęła, to dopiero byłby obciach, powiedziałam do siebie po cichu. 
Co się ze mną dzieje, po raz pierwszy nie wiedziałam co mam do kogoś powiedzieć. Wtem usłyszałam trzask gałęzi. Cofnęłam się i postawiłam uszy.
- Halo? - jąknęłam.
Zobaczyłam jak gdyby szybko przemieszczającą się siwą sylwetkę klaczy. Stanęła jak wryta gdy ujrzała mnie w zaroślach i powoli zaczęła zmierzać w moją stronę. Rośliny pod jej kopytami zaczęły zmieniać się w lód.
- Sh-ha-a-anti? - szepnęła suchym głosem.
Zaczęłam cofać się coraz szybciej w milczeniu, po czym szybkim ruchem odwróciłam się, i ujrzałam Sombra. Spojrzał na mnie dziwnym spojrzeniem. 
- Ty też to widziałeś? - powiedziałam przełykając ślinę.
- Co?
- Tę siwą klacz. Wydawała mi się znajoma - wyjąkałam. - Czy to mogła być... nie, to na pewno nie ona. A jeśli? - powiedziałam i spojrzałam na Sombra.
< Sombra? >

poniedziałek, 13 listopada 2017

Od Iris Cd. Bryza

- Iris, odsuń się - powiedziała Bryza, idąc obok mnie. 
No cóż, nie wiedziała, że to ja dodałam jej czynom mocy. Wyraźnie pamiętałam moment, gdy coś w niej wybuchło. I gdy razem, jej i moją mocą pokonałyśmy wilki. 
- Nie - powiedziałam lekceważąco.
- Ale Iris, boję się, że ci coś zrobię - powiedziała klacz. 
Parsknęłam śmiechem.
- Ty mi? - zapytałam z jadowitą ironią. 
Oho, dawna Iris się budzi. Jeszcze tego nam brakowało. Przez jakiś moment szłyśmy w ciszy, aż się odezwałam.
- Przepraszam, nie chciałam, żeby to tak ostro zabrzmiało. Chodziło mi o to, że umiem się bronić, a moja moc jest... - tu przerwałam, aby się nie zdradzić. 
Oj, Iris, zagalopowałaś się. Bardzo.
< Bryza? >

Od Iris Cd. Raven

- Nic, nic - westchnęłam, patrząc na Ravena. 
Tak wiele się wydarzyło. Szkoda, że nie mogę mu powiedzieć. Otrząsnęłam się z tych myśli i wstałam. 
- No, Raven, pora się zbierać, już późno - powiedziałam, wstając z podłogi w jego komnacie. 
- Ale Iris, czekaj. Powiedz mi, o co ci chodzi? Jesteś taka niewyraźna - powiedział. 
- Co znaczy niewyraźna? - zapytałam przez zęby. 
Naprawdę, naprawdę, chciało mi się spać.
< Raven? >

Od Iris Cd. Sombra

- Ale mnie nie obchodzi, jaką towarzyszką jesteś - powiedział, patrząc na mnie. - Z resztą, też nie jestem za dobry w drużynie. Jestem uparty jak osioł. 
Na te słowa parsknęłam śmiechem, ale zaraz się uciszyłam, aby nie obrazić ogiera. Choć, w tej sytuacji, byłoby to całkiem normalne. O ile cokolwiek ze mnę związanego może być normalne. 
- Jedno dla ciebie na pewno zrobię - powiedział i wstał - opatrzę ci ją. 
Mówiąc to, pochylił łeb. Lekko się o niego wsparłam i wstałam na nogi, lekko się chwiejąc. Zacisnęłam momentalnie zęby i stanęłam stabilniej na nogach. Już za dużo bólu pokazałam. Wbiłam wzrok przed siebie, nadal lekko wsparta o ogiera. Tuż przed nami zaczynał się las, przez którego biegła wąska i kręta ścieżka.
- Sombra, gdzie mnie prowadzisz? - zapytałam, zatrzymując się.
- Do zamku - wskazał łbem wzbijające się komnaty. - Widzisz, ran nie opatrzy ci już żadna pielęgniarka, bo one nie znają składu chemicznego noży, a prawdopodobieństwo, że dostałaś tym jadowitym wynosi pięćdziesiąt procent.
- A więc? Gdzie? - zapytałam patrząc na niego. 
- Do mojej komnaty. Spokojnie, jest tam bezpiecznie - mruknął, a ja parsknęłam. 
Bezpiecznie. Jakby to słowo jeszcze coś znaczyło. 
- Nie obawiam się, że będzie tam niebezpiecznie, tylko się musiałam upewnić - powiedziałam, próbując iść samodzielnie, ale szybko uznałam, że to niemożliwe. 
Jęknęłam z bólu, szybko milknąc. 
- Spokojnie, Iris, już niedaleko - powiedział cicho Sombra
- Wierzę - powiedziałam. 
Szliśmy dalej, gdy w końcu dotarliśmy do zamku. Weszliśmy na piętro dla ogierów. Już wtedy czułam się okropnie. Ból, jaki czułam, był ogromny. Ale nie z takimi rzeczami dawałam sobie radę - pomyślałam. Ale, jak widać, myliłam się. Tuż przed drzwiami do komnaty ogiera, zemdlałam. 
< Sombra? >

Od Bryzy Cd. Sombra

Szłam polną dróżką. Kwiaty pachniały, słońce świeciło - nic, tylko się cieszyć. Miałam czas wolny. Cóż innego robić? Podziwiałam przyrodę, klucz ptaków przelatujących mi nad głową - ach... Szłam powoli wpatrzona moimi błękitnymi oczami w niebo, gdy... Nagle wpadłam na jakiegoś konia. Natychmiast zmierzyłam go wzrokiem - krwistoczerwony ogier... Nie spotkałam jeszcze takiego. 
- Bardzo przepraszam - wymamrotałam pod nosem, co nie było do mnie podobne.
- Nie ma za co - uśmiechnął się do mnie owy koń.
- Jestem Bryza - zdobyłam się na odwagę, ale ten ogier był taki czaru... Tfu...
< Sombra? >

niedziela, 12 listopada 2017

Od Bryzy Cd Iris

Klacz niesamowicie pokonała przywódcę wilków. Rosła we mnie niesamowita złość, że wilki nazywały mnie "ładną sztuką". 
- Iris, odsuń się. - syknęłam do klaczy.
Widać Iris nie miała pojęcia, co się dzieje, ale odsunęła się.
Wilki na ten widok (wilki kryształów) zaatakowały mnie, tworząc naokoło mnie kryształy wyrastające z ziemi, które utworzyły okrąg. 
- Te posunięcie było błędem - warknął do mnie nowy przywódca.
Iris chciała znów zaatakować, ale spojżałam na nią morderczym wzrokiem. Stała w miejscu. Uwięziona w kryształach lekko się "rozkraczyłam" i zaczęłam dyszeć. Moje oczy błysnęły rubinową czerwienią i stanęłam dęba. Gdy moje przednie kopyta zadudniły o ziemię, (nadal w pozycji rozkracznej) kryształy wzniosły się w powietrze i stykając się z ziemią roztrzaskały na miliony małych kawałków. Moje oczy nadal były czerwone. Wyprostowałam się, i zaczęłam chodzić to tu to tam.
- Skrzywdziłyście mnie przedlaty, a teraz znowu próbujecie?! -wykrzyczałam. - Zabiliście Azari, jedną z najlepszych koni jakie spotkałam. 
Iris stanęła stanowczo obok mnie.
- Walczcie! Tylko głupcy się teraz zawrócą do jaskiń - powiedziałam.
Żaden wilk nie miał ochoty z nami walczyć i wszystkie pognały pędem do swoich jaskiń. Moje oczy znów zrobiły się normalne. Zadrżały mi nogi. Kompletnie nie miałam pojęcia że... Gniew może mnie opanować. 
- I-Iris... Ch - chodźmy już d - do dom - mu. 
- Dobrze - powiedziała nieco zakłopotana klacz.
< Iris? :3 >

Od Sombry cd. Iris

Przekrzywiłem lekko rozbawiony łeb i zaśmiałem się cicho pod chrapą. Krew nadal sączyła się obficie z rany Iris, a ta chciała normalnie sobie odejść. Westchnąłem, podnosząc z ziemi sztylet, po czym schowałem go z niezwykłą ostrożnością do torby. Kiedy znowu spojrzałem na klacz, ta upadła wykończona. Podszedłem do niej i przysiadłem się na ziemię tuż obok.
- Ale mnie nie obchodzi, jaką towarzyszką jesteś - szepnąłem głęboko. - Z resztą, też nie jestem za dobry w drużynie. Jestem uparty jak osioł.
Iris, nie wiem czemu, parsknęła śmiechem. 
- Jedno dla ciebie na pewno zrobię - wstałem, patrząc troskliwie na jej ranę - opatrzę ci ją. 
Mówiąc to, pochyliłem łeb, aby klacz mogła się na nim wesprzeć i stać. Gdy już tego dokonała, nadal służyłem jej za podporę. Nie wiedzieć czemu, ale zawsze pomagałem płci pięknej. Może że czułem nonszalancję godną dżentelmena, którym mimo wszystko nie byłem? Nie potrafiłem sobie powiedzieć. Ruszyłem powoli, aby zobaczyć, czy Iris daje sobie radę. Dawała, aż byłem zdziwiony jej posturę. Zacisnęła pysk, nie ukazując bólu i szła z ciętym wzrokiem utkwionym gdzieś daleko. Lubiłem takie konie, twarde i nie chcące ukazywać swoich słabości. Mgła powoli się unosiła z pól, choć w sumie będzie mi tego brakowało. Mgliste Pola były idealne, a przynajmniej dla mnie… Teraz przed nami rozciągał się lasek, przez który prowadziła wąska dróżka. 
- Sombra, gdzie mnie prowadzisz? - Iris zapytała, patrząc na mnie. 
- Do zamku - wskazałem łbem wzbijające się komnaty. - Widzisz, ran nie opatrzy ci już żadna pielęgniarka, bo one nie znają składu chemicznego noży, a prawdopodobieństwo, że dostałam tym jadowitym wynosi pięćdziesiąt procent.
- A więc? Gdzie?
- Do mojej komnaty. Spokojnie, jest tam bezpiecznie - mruknąłem.
,,Tak myślę…" - dodałem w głowie.
< Iris? >

Od Dapagos Cd. Blackey

Owy nekromata wydał mi się dziwnie znajomy. Nie mogłam sobie jednak przypomnieć skąd bym go znała gdyż owe stworzenie rzadko kiedy dane mi było zobaczyć. Nie podzieliłam się tą myślą z Blackey. Dlaczego? Sama nie wiem. Miałam dziwnawe wrażenie, że ta to wie. Nie wiedziałam co prawda, czy posiada zdolność czytania w myślach innym, lecz w tej oto dziwnej chwili nie wiadomo skąd pomyślałam, że taki dar nawet klaczy nie był by potrzebny by to zrobić. Szybko podniosłam wzrok, dochodząc do wniosku, że przecież w najlepszej sytuacji się nie znajdujemy. Po za tym czułam się winna, jakby to że tu jesteśmy i mamy przed sobą tą istotę był moją winą. Ukradkiem spojrzałam na Blackey, lecz gdy ta spojrzała się na mnie - czym prędzej odwróciłam wzrok. Gdy usłyszałam dziwne  dźwięki, których źródło zapewne dalekie nie było - odruchowo podniosłam wzrok na nekromatę. Zdumiałam się, gdy zauważyłam jak dziwnie nagle zaczął się zachowywać nekromata....
< Blackey? >

sobota, 11 listopada 2017

Od Milki Cd. Iris

Gdy podeszłam do biurka w komnacie klaczy, które zresztą nie znajdowało się daleko, mój wzrok pierwsze co padł na zakrwawiony sztylet. Leżące obok znajomo wyglądające księgi związane z magią oraz najróżniejsze zwoje. Była tam też jedna czara z ogniem. To jednak nie przykuło tak mojej uwagi jak ten sztylet. Był łudząco podobny do mojego, choć wiedziałam, że to przecież nie prawda. To nie mógł być.... Po za wzorami na ostrzu wyglądał bardzo podobnie. Może jedynie różnił się nieznacznie wielkością. Ta krew na lśniącym, srebrnym ostrzu... Przypomniała mi jedno z wydarzeń. Tych, które nie należały do przyjemnych, choć i tak należały do jednych z ważniejszych dotyczących mego dzieciństwa. Jakaś część mnie kazała mi powrócić do mej rozmówczyni, która zapewne była niemało zdziwiona mym dziwnym zachowaniem. Może i nie widziałam twarzy klaczy, lecz wiedziałam, że ta wie iż mój wzrok przykuł tylko jeden element z jej biurka. Druga zaś połowa namawiała mnie do wzięcia owego przedmiotu w ręce, mimo że obecnie miałam swe końskie wcielenie.
- Skąd... skąd... masz to Iris? - zapytałam mając na myśli broń.
Miałam nadzieję, że klaczka domyśli się tego i zechce odpowiedzieć. Znając jej nietypowy charakterek, obawiałam się, że ta nie zechce udzielić mi odpowiedzi, na której z niewiadomych powodów bardzo mi zależało.
< Iris? >

Od Regema cd. Iris

Iris wstała cicho, na co postawiłem natychmiastowo uszy.
- Nie myślę o zmęczeniu - mimo jej prośby odpowiedziałem cicho. 
- Pewnie nie masz tego słowa w słowniku, co?
- Nie mam - mruknąłem, poprawiając kaptur.
Czarny materiał spłynął aksamitem na moje chrapy, na co się uśmiechnąłem z satysfakcją. Chwilę odczekałem, nasłuchując, czy też nikt się nie zbliża. Słuchałem również opowieści tutejszych roślin. Były bardzo przejęte i naszą, jak i Wampów obecnością. Szeptały gorączkowo, że już ich nie da wyzwolić, że umarły i nigdy nie powstaną. Lament konarów był tak głośny, iż prawie moje uszy wybuchły.
- Chodźmy Iris - powiedziałem, drepcząc w miejscu.
- Boisz się? - zapytała, opierając się ze zmęczenia o pień.
- Nie, po prostu drzewa płaczą, a to strasznie irytuje.
- Co? - otworzyła szerzej oczy i przydreptała do mnie ochoczo.
Skinąłem łbem, zaciskając oczy, aby pozbyć się z głowy pisku. Zamrugałem gwałtownie i bez słowa ruszyłem na przód. Iris szła za mną, co chwila płaszcząc uszy, a chrapy raz to jej się rozszerzały, raz zwężały. Uśmiechnąłem się z satysfakcją. Omijałem z niezwykłą dokładnością pnie, listowa i drobne zwierzęta. Zatrzymałem się gwałtownie, a Iris wpadła na mój bok. Skarciłem ją przekrwionymi oczyma i parsknąłem zrezygnowany. Wychynąłem zza drzew. To co ujrzałem mnie przeraziło. Było to około pięćdziesiąt dorosłych Wampów i dwanaście zmutowanych koni. Żołądek podszedł mi pod gardło, a ślepia zaszły łzami. 
- Nie przejdziemy - syknąłem. - Czemuż akurat przełęcz!
- To strategiczny punkt, Regemie - Iris szepnęła - chyba. Ty tak twierdzisz. Moim zdaniem, nie mogą pilnować całego terenu. Wiatr wieje od północy. Jeśli zaczaimy się na nich od południa, co nam sprzyja, bo na południu jesteśmy, nie będą mogli nas wywęszyć. Przejdziemy między drzewami. Ciebie na pewno nie zobaczą, mnie z resztą też.
W moim sercu coś się roztopiło, a duma wylała się rzewnym potokiem.
- Za Darknessa - schyliłem łeb ku ziemi, zgrabnie krzyżując nogi.
- Za Darknessa - Iris odparła, chcąc uczynić ten sam gest, ale wyszło jej to ciut niechlujnie.
- Nauczę cię jeszcze tego - mruknąłem z nadal opuszczonym łbem.
Iris wstała. Czułem na swej sylwetce jej zdezorientowane spojrzenie oraz słyszałem jej płytki oddech.
- Regemie, czemu ciągle się kłaniasz? - zapytała lekko zdziwiona.
- Czekam, aż Dziecię Ognia pozwoli Ojcu spocząć.
< Iris? >

Od Iris Cd. Sombra

- Świetnie, naprawdę świetnie rzucasz sztyletem - powiedziałam, co wywołało ogromne zdziwienie na pasku ogiera. 
Pewnie się spodziewał wyrzutów, ale zamierzałam mu ich oszczędzić. 
- Dziękuję za uratowanie życia, Sombra - powiedziałam pochylając lekko łeb, co wywołało falę bólu. - Ale musisz jeszcze poćwiczyć nad siłą rzutu. Nie ukrywam, ta klacz... ta... - tu się zawahałam, nie wiedząc jak wytłumaczyć to ogierowi, więc postanowiłam użyć najbliższego, lecz pewnie nie do końca trafnego słowa. - Demonica. Ta demonica zaskoczyła mnie, nie byłam w stanie się bronić - gdy to powiedziałam, niepewnie wstałam, lecz nagle noga mi się dziwnie wykręciła i bym upadła, gdyby nie ogier. 
- Iris, odpowiesz mi na moje pytanie? - zapytał, patrząc na mnie uważnie. 
Nie wiedział zapewne, że nie mogę mu nic powiedzieć, inaczej bym umarła. 
- Przepraszam, ja... nie mogę, naprawdę, nie mogę - zaczęłam się wycofywać. - Ja... jestem ci ogromnie wdzięczna, ale... Ale nie chcę cię wpędzić w kłopoty - dodałam cicho. - Poza tym, nie jestem zbyt dobrą towarzyszką. 
< Sombra? >

piątek, 10 listopada 2017

Od Sombry cd. Iris

Przez chwilę stałem otępiały, patrząc na to, jak Iris rozmawiała z przybyszką. Była zdenerwowana, a nie sposób było to przeoczyć. Evil syknął cicho, a po chwili wzbił się w powietrze, podkulając ogon. Odwróciłem łeb w stronę oddalającej się sylwetki i parsknąłem z wyrzutem. Tak stojąc, pewnie głupi wyglądając, do mych uszu dotarły spanikowane szepty. Zobaczyłem, jak ogromna klacz rzuciła się na Iris, a jej wbiły się w klatkę mojej towarzyszki. Z jakiejś siły wiedziałem, że jest ona w stanie dać sobie radę, kiedy jej bariera pękła z cichym łaskotem. Zmarszczyłem zdegustowany pysk i z szybkością błyskawicy wyciągnąłem z woreczka jeden ze sztyletów.
W myślach przelatywały mi liczby. Nachylenie sto-dwadzieścia stopni. Wiatr - sprzyjający. Kąt padania - zero. Wtedy wypuściłem broń z mojej magii, a ta z charakterystycznym świstem poleciała wprost na szyję wrogiej klaczy. Myślałem, że jej tętnica po prostu nie wytrzyma tego i się wykrwawi, a wtedy sztylet wbije si w jej skórę, ale ten przebił się przez z nią z siłą tak ogromną, że kawałek jej skóry został brutalnie wyrwany. Ku memu przerażeniu, mieczyk poleciał wprost na Iris i wbił się w jej grzbiet. Z jękiem padła na ziemię.
Demonica zawyła z bólu, lecz mimo tego podchodziła do mojej znajomej i z rządzą mordu w oczach uśmiechała się blado. Moje uszy położyły się wzdłuż potylicy, a krwistoczerwona sierść zajaśniała w świetle księżyca. Z uporem maniaka wbiegłem przed klacz, słysząc, że Iris starała się podnieść. Widziałem w jej oczach ból. Ja go wyrządziłem… Demonica uniosła urażona łeb.
- Jaaak śmieeesz, chłooopczyykuu? - syknęła.
- Nie jestem chłopcem - zmarszczyłem brwi. 
Z mojego rogu rozbłysła czerwona energia, ale po chwili zgasła. Po bokach klaczy nagle pojawiły się identyczne kopie moje i Iris. Ostatnia ustawiła się za jej ogonem. 
- Wybierz jedną z nich - mój głos brzmiał, jakby dochodził z każdego kierunku - z tych koni… Jeśli będzie to ta prawdziwa para, bierzesz nas żywcem, jeśli fałszywa - precz.
Demonica pokręciła łbem zdezorientowana. Powąchała powietrze, a jej zraniona szyja wykrzywiła się groteskowo, odsłaniając kawałek pozbawiony skóry. Podeszła do wszystkich kopii, obwąchując je. W końcu wskazała jedną z nich.
- Błędna odpowiedź - uśmiechnąłem się pod chrapą i przemieściłem się tuż obok potwornej klaczy - a ty teraz masz zniknąć, zła energio.
Wrzask z gardła demonicy rozległ się po okolicy i dało się odróżnić dwa słowa:
- … cięęęę, Iriiiiss! 
Podbiegłem szybko do klaczy i pomogłem jej wstać. Byłem zdruzgotany, patrząc na jej i na swoje rany. Tyle że moich praktycznie nie widać, przez kolor sierści, a u Iris czerwień iście się kłębiła.
- Nie będę mówił "przepraszam", bo to nic nie zdziała - szepnąłem do jej ucha głęboko - ale co cię śledzi?
< Iris? >

Od Blackey cd. Iris

Me uszy drgnęły nieznacznie, a ślepca łypnęły w stronę klaczy. Me końskie cielsko sunęło z wolna w jej kierunku, aż w końcu me kopyta zaryły ciężko o ziemię, a skrzydliska nastroszyły swe pierze. 
- Tenebrisss veenit - syknęłam, marszcząc krzywą mordę swego lica.
- Słucham? Blackey, mam już dosyć! Szczególnie tego twojego smoka, tej całej czarnej magii, a w szczególności niezrozumiałej mowy i zagadek! - krzyknąwszy, podeszła doń jeszcze bliżej.
Zwęziłam swe ślepia, aż widziałam jedynie wąską kreskę tak nikłego światła, iż raczyłam sę przypomnieć, jakież to uczucie było być niezrozumiałą. Zali… co też ma dusza w końcu pragnęła? Czyż nie chciałam, aby się mię bano? Zaiste, zaiste, lecz ujrzawszy Iris było inaczej… 
- Infernum… - przekląwszy w łacinie, łypnęła z trwogą lekką na nekromantę, lecz ten dalej tkwił w swej postaci. - Racz mi wybaczyć, lecz oto ciężkie czasy nadchodzą, a gwiazdy aż panikują… widzisz, ma Iris. Ja nie tylko morduję, ja zali bronię, a żem Strażniczką jestem, me takowe przeznaczenie… Rzeknij tylko jeno słowo, a zagryzę każdą istotę. Nekromanta jest wbrew twemu rozumowaniu przydatny - wbiłam swe ślepca w dal - on czuje wszystko. Nawet obcych.
< Iris? >

czwartek, 9 listopada 2017

Od Iris Cd. Bryza

Walczyłam jak demon. To stwierdzenie nie było wcale takie przesadzone, bo płonąc moim własnym ogniem, będąc zraniona w paru miejscach i cała w cudzej i własnej krwi musiałam stanowić iście demoniczny widok. Jakiś wilk rzucił się na mnie, lecz zrobiłam zręczny unik, i wbiłam sztylet w szyję wilka. Rozejrzałam się w około płonącym spojrzeniem. 
- Zabić - przeleciało mi przez głowę. 
Nagle uświadomiłam sobie, że nigdzie nie widać Bryzy. Klacz nie była wojowniczką, więc się o nią zmartwiłam. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, zapewne bym nic z tym nie zrobiła, lecz Bryzę zdążyłam odrobinę polubić. Nagle zauważyłam 4 wilki ciągnące kogoś do lasu. Klacz o wodnej sylwetce, jasno niebieskie oczy, średni wzrost. Bryza. Rzuciłam się przed siebie, powalając wilki po kolei. Byłam w swoim żywiole. Ogień, bitwa i krew. Czyli Bryza była moim totalnym przeciwieństwem. Można było się spodziewać, że zostanie porwana. Woda, harmonia, spokój - oto cała Bryza. Parsknęłam, czując jej strach. Jest to jedna z moich zdolności. Wiem, kiedy ktoś się boi, cieszy, złości. Gdy wreszcie przebiłam się przez wilki, zaczęłam iść ciszej, śledząc porywaczy Bryzy. Szłam tak przez 20 minut, aż nagle wilki się zatrzymały przy jakiejś jaskini. 
- Mamy ją! - warknął jakiś rudy basior, przez co ledwo się powstrzymałam, aby na niego nie skoczyć. Nie teraz, Iris. Poczekaj. Nakazałam sobie. Rzucili Bryzę na ziemię, a nad nią pochylił się czarny, większy od reszty wilk. Zapewne alfa. 
- No, no co my tu mamy. Ładniutka - powiedział. 
Postanowiłam, że pora wkroczyć do akcji. Uniosłam łeb, i ruszyłam. 
- No, no, panowie, czegoś takiego się nie spodziewałam - pokręciłam głową udając oburzenie. - Wilk i koń, cudownie. Doprawdy, pięknie. - powiedziałam, i szybkim ruchem powaliłam alfę. 
- Niech ktoś tylko się ruszy, będzie martwy - wycedziłam przez zęby. 
Magią rozwiązałam Bryzę i szepnęłam do niej: 
- Na trzy uciekaj - klacz kiwnęła głową.
- Raz.
- Dwa.
- Trzy - szepnęłam i przebiłam tętnice alfy. Rozpętał się chaos. 
< Bryza? woow, ale się rozpisałam XD >

Od Iris Cd. Sombra

- Odejdź - nakazałam istocie spokojnym głosem. 
Nie powinna się tu zjawiać, to mój teren. Jeśli nie odejdzie, będę musiała poczynić odpowiednie kroki,a tego ani ja, ani ona, ani prawdopodobnie nikt nie chciał. 
- Nieee, Irissss. Już wieeeem, jaaak się przeeeed tooobą brooniććć - wysyczała klacz. 
Czerwona grzywa spływała w dół poplątanymi warkoczami, jadowicie czerwone oczy patrzały na mnie. 
Nienawidzę cię - posłałam jej w języku Nathiummi. Klacz skłoniła lekko łeb z szyderczym uśmiechem. 
- Jak? Jak zamierzasz się przede mną bronić? - zapytałam na głos, zerkając kątem oka na Sombre. Patrzył na rozgrywającą się scenę, jakby był głupi. I może rzeczywiście trochę był. Ale wydawało mi się, że to tylko chwilowe odrętwienie. I nie myliłam się. Gdy klacz rzuciła się na mnie, a przede mną wybuchnął krater zielonego ognia, wytworzonego przeze mnie, powietrze przeciął ze świstem sztylet. Usłyszałam skowyt klaczy, gdy sztylet zranił jej szyję. Ale on się nie zatrzymał. Leciał dalej, aż wbił się w mój grzbiet. Z jękiem upadłam. 
< Sombra? >
© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.