niedziela, 18 lutego 2018

Od Dapagos Cd. Blackey

- Toż to tylko bajka dla małych dzieci, ale widocznie ciebie napawa strachem. Zawsze mi to powtarzano, iż ów straszne opowieści to takież, któreż są z pozoru proste tudzież dziecinne, lecz by aż tak?
- Na bajkę mi to nie brzmiało - powiedziałam. - Ale może z innego rodu pochodzę, że o tym nie słyszałam.
- Wszystko możliwe - odparła.
- Jednakże nie zmieni to faktu, że czym kolwiek jest ta opowieść, ja i tak będę bała się o moje życie. I tu nie chodzi o to, czy miało na to wpływ ta bajka. Ja od początku się bałam, gdy tylko zaczęłaś mi o tym mówić, ponieważ nie należę do tych, którzy nie obawiają się nieznanego. Nieznane mnie przeraża, gdyż jednak jakieś ryzyko ze sobą niesie, prawda? A ryzyko równa się możliwość uszczerbku na zdrowiu. Czy dobrym tokiem myślenia idę? Czy teraz rozumiesz mnie?
< Blackey? >

Od Lupus dell Ness do Milka

Kręte korytarze prowadziły po zamku takimi ścieżkami, że ciężko się było w nich odnaleźć. Kilka razy zabłądziłem. A tak dokładnie to siedem razy, a podobno siedem to szczęśliwa liczba. Westchnąłem, skręciwszy w jakąś rozwidlenie korytarzy. Po mojej prawej stronie znajdował się wysoki witraż przedstawiający ewidentnie jakiegoś boga tego stada, który zabijał swoim rogiem jakiegoś wilka.
- Szlak by trafił architekta - mruknąłem pod nosem, znowu trafiając na ślepy korytarz. 
Zawróciłem, mozolnie szurając kopytami. Czułem się tu napewno obco. Było tu tyle koni i każdego mogła przerazić moja... Przypadłość? Tak. Również dobrze wiedziałem, że tutaj, jeśli pozwolą mi żyć, będę musiał przestrzegać dokładnie dat i godzin brania eliksiru, bo nie ma przebacz dla kogoś takiego.
W końcu, zmęczony i obolały, stanąłem przed ślicznymi, mahoniowymi drzwiami, prowadzącymi do komnaty przywódczyni stada. O ile znowu się nie pomyliłem.
Zapukałem trzy razy w deskę i lawendowa klacz niemal natychmiast stanęła w drzwiach. Spostrzegłem za nią lustro, chcąc, czy nie chcąc i ujrzałem swoje zmizerniałe odbicie. Moja jasna, postrzępiona grzywa układała się w nieładzie pomiędzy uszami, a blizny żłobiły korytarzyki wzdłuż nosa i policzków. W moim łbie tylko oczy świadczyły o tym, że nadal żyję. Z zamyśleń wyrwał mnie głos przywódczyni:
- Witam w stadzie! - uśmiechnęła się.
Uniosłem kąciki pyska do góry, czując, że jednak nie straciłem tych godzin na nic.
- Dzień dobry - schyliłem się lekko, pochylając łeb w wiktoriańskim ukłonie.
- Jestem Milka, a ty to...?
- Lupus dell Ness, wasza mość - starałem się rozluźnić. - Jestem tutaj nowicjuszem i przybyłem się zapytać o schronienie.
< Milko ? >

Od Lupus dell Ness do Chaandanee Loree

- Unum - mruknąłem pod chrapą.
Znowu liczyłem kroki. Było to w moim zwyczaju, motywowała mnie ta czynność. Kopyta przyjemnie chrupotały, gdy opadały na śnieg (co prawda już topniejący). Robiło się powoli ciemno, ale węch mi akurat nie wadził, więc spokojnie byłem wstanie wrócić do zamku tylko niuchając w powietrzu. Z ciemnością również nadchodziły dziwaczne istoty.
W sumie to ja.
- Duo - ponownie cicho parsknąłem.
Z drugim krokiem było już lżej, ale miałem cholerną świadomość, że za każdym razem, gdy nie patrzyłem na nogi, te przemieniały się w jakieś obrzydliwe, przypominające wilcze łapska kończyny.
- Tribus.
W tym momencie uniosłem łeb, bo mógłbym sobie dać srebrną kulkę strzelić w serce, coś przemknęło mi przed oczami. Niedobrze, pomyślałem i cofnąłem się o kilka kroków do tyłu.
- Kto tu jest? - odezwałem się, chrząknąwszy, by mój głos nabrał płynności.
Cisza. Cień ponownie przemknął, ale teraz dostrzegłem skrawek skrzydła. Błoniastego skrzydła.
- Wyjdź. Rozkazuję! - przekrzywiłem swój łeb, który był i tak dostatecznie poorany więc nie bałem się, że jakiś stwór zadrapie mi go pazurami.
Sam byłem stworem.
- A nie będziesz wierzył, że przyniosę ci niechybny i straszliwy wyrok, jak to inny wierzą? - ktoś zdobył się na głos.
- Jestem zabobonny - odpowiedziałem jedynie.
Głos przybysza był miły, spokojny i pełen powagi. Dosłyszałem w nim nutę napięcia. Byłem przekonany, że głos mógł należeć do klaczy. Sylwetka wyszła zza krzewów.
Ujrzałem coś, co wydawało mi się bliskie samemu sobie.
Testrala, a konkretnie żeńską przedstawicielkę.
- Lupus dell Ness - wyprostowałem się.
< Chaandanee Loree >

Od Iris Cd. Regem

Złość we mnie buzowała. Tylu rzeczy nie wiem, tyle rzeczy zostało przede mną ukryte... Pierwszy raz w życiu widziałam Regema tak wściekłego... i to, gdy użyła jego pełnego imienia... Moja irytacja niebezpiecznie wzrastała. 
- Co ona miała na myśli, Regemie?! - prawie wykrzyczałam. 
Ogier spojrzał na mnie z furią w oczach. Kiedyś może i bym się cofnęła, widząc go tak wściekłego, ale nie teraz. Uniosłam łeb i spojrzałam mu w oczy. Ani drgnęłam, czekając na odpowiedź. 
- Nie zamierzam ci nic mówić! - warknął, a ja cofnęłam lekko uszy. 
Wywróciłam oczami odezwałam się znów.
- Mam prawo wiedzieć! Mam prawo! Jak mam... żyć bez potrzebnej mi do przeżycia wiedzy?! JAK?! - tym razem krzyknęłam i to naprawdę głośno. 
Mój krzyk najwyraźniej sprawił, że Regmem lekko oprzytomniał. Przymknął oczy, po czym naciągnął kaptur jeszcze wyżej. 
- Wiedza ta na razie nie jest ci potrzebna tak bardzo, jak myślisz. W odpowiednim czasie się dowiesz. Ale na moich, nie jej zasadach, rozumiesz? - powiedział, już nieco spokojniej. 
- Ach tak... twoich zasadach... - mój głos brzmiał bardziej jadowicie niż zamierzałam. 
- Tak. Na moich - odpowiedział chłodno, odwracając się w inną stronę. - Ale teraz musimy stąd odejść. - dodał.
Wydawać by się mogło, że już się uspokoił, ale dało się dostrzec , że tak nie jest. Szliśmy przez długi kawał czasu w ciszy. Nagle w mojej głowie ponownie odezwał się głos. 
~ Iris, to nie była jedyna taka sytuacja. Musisz zacząć bardziej w siebie wierzyć.
~ Tak, bardzo pomagasz - odpowiedziałam w myślach ironicznie. 
~Powinnaś się trochę grzeczniej odzywać. 
~ Nawet nie wiem, kim jesteś - potknęłam się o kamień, gdyż zbyt skupiłam się na rozmowie. 
~ Niebawem się dowiesz, dziecię ognia - tutaj głos się urwał. Skąd on... wiedział? 
- Regemie. 
Ogier z irytacją odwrócił się w moją stronę. Widać było, że nie ma ochoty na rozmowę. Niewzruszona kontynuowałam. 
- Pamiętasz, jak mówiłam ci o... tym dziwnym głosie w mojej głowie? - zapytałam. 
- Trudno by było zapomnieć - mruknął. 
- I... czy domyślasz się, do kogo mógłby należeć? - zapytałam. 
< Regem? O matko, ale się rozpisałam O.o >

Od Milki Cd. Spartan

- Zanim jednak ogłosimy twoje przybycie proponuję krótką rozmowę byś lepiej znał obecny stan stada. Co ty na to? - zaproponowałam z uśmiechem.
- Czemu nie - również się uśmiechnął.
- Tylko może gdzie indziej. Masz pomysł na miejsce?
- Dawno mnie tu nie było i zapewne nawet tereny się zmieniły. W dodatku wciąż mamy zimę, więc może lepiej ty wybierz miejsce?
- Jakoś teraz wpadł mi pomysł, że może te dwie rzeczy połączyć. No wiesz, ogłoszenie przybycia z rozmową. Myślę, że gdybyśmy wybrali się na mały spacer po zamku, a ten się nie zmienił, to już parę koni dowiedziałoby się o twoim przybyciu. Co o tym sądzisz?
< Spartan? >

sobota, 17 lutego 2018

Od Milki Cd. Cassidy

- Co robisz ta terenach stada?
- Jakiego stada?
- Stada Magnificent Horses - odparłam spokojnie.
- Nie wiedziałam, że znajduje się tu jakieś stado - powiedziała klaczka.
- W sumie mało kto spoza tych terenów o nas wie, także nie dziwię się, że o nas nie słyszałaś - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem. - Co tutaj robisz?
< Cassidy? Wybacz, że takie krótkie ;/ >

Od Lupus dell Ness do Sognare

Spojrzałem życzliwie na klacz. Kamień spadł mi z serca i wreszcie byłem w stanie w pełni odetchnąć.
- No nieźle, napędziłaś mi stracha - skrzywiłem się, błądząc wzrokiem w stronę, w którą przed chwilą patrzyła się moja towarzyszka. 
Przez chwilę wydawało mi się, że zerwie się i poleci w swoją stronę, tam, gdzie rzekomo mogła coś usłyszeć, ale ostatecznie odwróciła swój łeb w przeciwnym kierunku.
- Tak, jestem nowy - uniosłem kąciki pyska do góry, chcąc się uśmiechnąć - i myślę, że mimo wszystko sam... - urwałem.
Szczerze trochę się bałem, że coś mogło się stać nowo-napotkanej osobie, bo jeszcze jak żyję, nie widziałem kogoś, kto by po prostu zasnął na śniegu i to na granic stada (jak mi się wydawało).
- Wiesz, jednak skorzystam z oferty oprowadzenia mnie po terenach stada - zdobyłem się na odwagę, starając się w swoim głosie zatuszować niepewność. - I... Tak, Lupus jestem. Wystarczy Lupus, naprawdę. Wybacz za tę nieuprzejmość. A ty, to...?
< Sognare? 
Nic nie szkodzi >.< >
© Agata dla WioskaSzablonów z brianac37, dierat, etoile-du-nord, lo-scrigno-di-connie i tasastock.